Zupa na monciaku

Przejmujemy kolejne miasta, tym razem Zupa na Monciaku

To jest bagażnik samochodu Oli. Prywatnego Peugeota Partnera, który kupiła razem z mężem, gdy rodziło im się trzecie dziecko. Normalnie Peugeot jeździł na wakacje do Chorwacji, czy coś. Ale od kilku miesięcy, nawet gdyby rodzina bardzo chciała, do bagażnika Peugeota nie wsadzi walizek, bo w środku są wiklinowe kosze. Do jednego Ola wkłada ubrania męskie. Do drugiego ubrania żeńskie. Do kolejnego bieliznę. I jedzie tym samochodem na sopocki monciak, żeby rozdawać ubrania tamtejszym bezdomnym. Jakieś 30 osób z tego jej przewoźnego kiermaszu korzysta.

To był bagażnik. Teraz przednie siedzenie.
No więc na przednie siedzenie Ola wkłada 20 litrowy termos z zupą. Zupę Ola gotuje sama. W domu. Na przykład Żurek. W święta gotowała dwa gary. Jeden dla swojej rodziny. Drugi dla bezdomnych. – I, Błażku, w każdym garze było po tyle samo ziemniaków, boczku, kiełbasy – uspokajała mnie ostatnio, gdy byłem w Trójmieście.
Ola ma teraz termos. Który kupiła oczywiście sama. Ale kiedy jeszcze nie mała termosu, Ola Zupę z domu na monciak wiozła w garnku, w którym ją gotowała.
– No, ale jak ją wiozłaś, przecież nie ma uszczelki, czy zamknięcia.
– A, proszę ciebie, obwijałam w ręczniki. Taśmą skleiłam. Ale ręcznik lepszy. Ręcznik zabezpieczał. I ciepło trzymał.
– Wylewało się?
– Ostrożnie jeździłam. Trochę, owszem, czasem uroniłam. Ale trzydziestki nie przekraczałam.
Śmiałam się – mówi Ola – że normalnie w każdą niedzielę ruch w Sopocie zwalnia, bo ja się tak po ulicach wleczę.

To było przednie siedzenie. Teraz skąd to wszystko?
No więc Ola nie ma, tak jak my w Zupa na Plantach, 200 fantastycznych wolontariuszy. Działa z nią raptem kilka osób.
– Ile kosztuje Cię ta Zupa?
– jeden gar do 50 złotych.
– 200 złotych miesięcznie.
– Ale nigdy nie zabrakło. Wiesz ile ja mam fajnych ciuchów w szafie?! Już w nich nie chodzę, to szukam w internecie, co z nim zrobić. I są tacy, którzy organizują kiermasze ubrań. To ja z tymi swoimi jadę. Wyprzedaję te swoje ubrania, i z tego, co zarobię, robię kolejne zupy.

Ola ma to wszystko obcykane. Ola opowiadała mi, jak ogarniała tę Zupę i mi szczęka opadała coraz niżej. I na koniec Ola jeszcze dodała: – czasem, jak mi trochę sił brakuje, to sobie wchodzę na ten Wasz profil Zupy na Plantach i ciągnę inspirację z tych dobrych historii. I wtedy mi się bardziej jeszcze chce.

#ukochane #dziecko #Boga

Post udostępniony przez Błażej Strzelczyk (@blazejstrzelczyk)

Aleksandra Kaminska – to Ona! Szczerze mówiąc, zakochuję się w życiu po kilka razy w miesiącu. Ale tak, jak zakochałem się w tej Oli (mężu Oli, wybacz), to dawno się tak nie zakochałem.

Bądź jak Ola!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.