Współczuć

Owszem, idąc na pierogi ruskie z biedakiem poznanym na ulicy Grodzkiej w Krakowie, nie zmieniamy całego systemu pomocy. Nie pozbędziemy się biedy. Zaspokoimy głód jednej osoby. I to chyba ma już sens.

Fot. Ariff Tajuddin / flickr.com

Fot. Ariff Tajuddin / flickr.com

Napisałem niedawno na swoim Facebooku, że dostałem całkiem drogą miejscówkę na bal charytatywny, „z którego cały dochód zostanie przeznaczony na..” itd., itd.
A że rozkminiam w tematyce od kilku lat, to jak przystało na prawdziwego Polaka Katolika zacząłem się zastanawiać czy mi wypada.
I po lekturze Ewangelii i kilku innych jeszcze mądrych książek doszedłem do wniosku, że jednak mi nie wypada. Ale nie wypada mi, a nie, że każdemu nie wypada.
No więc nie chcę być dobroczynny. Bo widzę różnicę między dobroczynnością i solidarnością.
Dobroczynni są bogaci ludzie pijący drogie drinki i licytujący drogie obrazy na balach charytatywnych. I chwała im za to, i spoko.
Ale są też ludzie biedni, którzy z biedakami piją herbatę. I oni są solidarni. Dobroczynni chodzą na bale charytatywne dla bogatych. Solidarni natomiast organizują takie bale razem z biedakami i dla biedaków. I wszyscy pewnie się dobrze bawią.
Dobroczynność może być jednak trochę niebezpieczna, bo można patrzeć z wyższością, a solidarność jest bezpieczna, bo jest schodzeniem na dół. Uczę się więc raczej solidarności niż dobroczynności.

Weryfikuję niemal codziennie swoje poglądy na temat niesienia ludziom pomocy. Za każdym razem, gdy mijam na krakowskich ulicach biedaków, zagadujemy, czasem coś razem zjemy, a czasem tylko pogadamy, że generalnie jest źle, a żyć trzeba.
Wiem doskonale, że różnie ludzie patrzą na niesienie innym pomocy. Jedni w kategoriach dobroczynności, inni w kategoriach solidarności. Nie chcę przez to powiedzieć, że jedno pomaganie ma sens, a drugie nie.

To się jednak wiąże z kolejnymi wątpliwościami, które pojawiają się z biegiem czasu.

Piotrek Żyłka zapytał mnie dziś podczas obiadu, czy żyjąc z biedakami, pamiętając o ich radzeniu sobie z życiem, jesteśmy tak naprawdę wiarygodni. Bo przecież mieszkamy w całkiem dobrych lokalizacjach, na 50 metrach kwadratowych, i jemy czasem drogie jedzenie. Wiemy, po mieszkaniu przez kilka tygodni u s. Chmielewskiej, że solidarność w biedzie musi polegać przede wszystkim na współodczuwaniu.
Współczucie – którym staramy się kierować – jest tak naprawdę wspólnym czuciem. A wspólnie czuć można tylko wtedy, gdy doświadcza się tego samego. Czy zatem w życiu chodzi o to, żeby samemu nie mieć? Bo przecież nie mając, doskonalimy się we współczuciu, czyli wspólnym odczuwaniu problemów.

Nie mam odpowiedzi na to pytanie.

Jest jeszcze jeden szalenie ważny moment w całej tej układance pomocowej.
Janka Ochojska, której Polska Akcja Humanitarna buduje studnie, na przykład w Sudanie, nie patrzy na problemy ludzi w sposób indywidualny. Widzi jakby całą wioskę, która nie ma wody. Problemy tych ludzi rozwiązuje więc globalnie. Nie skupia się na indywidualnym człowieku, który akurat nie ma co jeść. Skupia się na zwalczeniu problemu (wybudowaniu studni dla całej wsi), a nie zaspokojeniu potrzeb konkretnej osoby. To pomaganie ma taki sam sens jak nasze codziennie gesty pomocy indywidualnym osobom.
Owszem, idąc na pierogi ruskie z biedakiem poznanym na ulicy Grodzkiej w Krakowie, nie zmieniamy całego systemu pomocy. Nie pozbędziemy się biedy. Ale zaspokoimy głód jednej osoby. I dzięki temu będziemy mogli spać spokojniej, wiedząc, że przynajmniej ta jedna osoba nie pójdzie dziś spać głodna.

2 myśli nt. „Współczuć

  1. Szymon

    A dlaczego z „biedakiem ” iść tylko na pierogi ruskie? Dlaczego zamiast współodczuwać z nim, nie dać mu współodczuć z nami, tzn. zamiast smakować z nim jego „biedy”, nie dać mu zasmakować naszego „bogactwa”? Zestawia Pan solidarność z dobroczynnością próbując wykazać, że ta pierwsza jest lepsza od drugiej (wedle Pana definicji). Tyle, że ta solidarność na „ruskich pierogach” to solidarność podszyta mentalnością dobroczyńcy. Podobny problem wystąpił w Pana wcześniejszym wpisie. Dodam jednak, że sam szukam recepty na kwestię biedy, ubóstwa lub chociaż klucza do zrozumienia tego zjawiska. Dlatego z chęcią czytam Pana wpisy na ten temat. Uważam jednak, że podstawową kwestią jest to, aby nie wzmacniać, nie pielęgnować ubóstwa (jako zjawiska społecznego i jako pewnego stanu/postawy osoby wobec życia). Niestety zarówno dobroczynność, jak i solidarność mogą utwierdzać daną osobę w jej „bezpiecznej” biedzie .

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. blazejstrzelczyk Autor wpisu

      dla mnie pierogi ruskie w bar smak to może nie bogactwo, ale uznaję je za rarytas.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.