Archiwa tagu: żebrak

Bezinteresowność

Jest taka jedna krakowska biedaczka. Mała kobieta. Niskiego wzrostu. Spotkacie ją albo przy jezuitach na Małym Rynku, albo w okolicach Bagateli. Zagai do was cichutko. Szeptem. Jestem niemal pewien, że każdy, kto przechodzi codziennie w tych okolicach, był przez nią zaczepiony.
Dotychczas przechodziłem obok niej obojętnie.
Bo ona taka cicha, taka nieporadna, tak zagaja od niechcenia – myślałem – to niech się przynajmniej postara. Niech się odważy głośniej zagadać.
Niedawno, wracając wieczorem z redakcji znów się nawinęła. Już wchodziłem do tramwaju, gdy patrzę nagle, idzie.
Cofam się. Podchodzi. „Czy pan nie miałby dwa złote?”.
Poszliśmy na pierogi do „Bar smak” na Karmelickiej.

No więc niepokojąca biedaczka to Krystyna. Właśnie niedawno zmarł jej bliski mężczyzna. Ma mieszkanie. Ma się gdzie kąpać. I ona te pierogi tak grzecznie je. Tak z pełną kurtuazją. Jakby jadła łososia z guacamole.
I się okazuje, że Krystyna była skrzypaczką. Podobno dobrze się zapowiadającą. Odmroziła palce gdzieś w górach. Kariera jebnęła o ziemię.
I jadała te łososie z guacamole. I nagle jeść je przestała. Je pierogi co łaska. Żebrze.

520d24e33f3b5569d559a5b779ed8ac1,640,0,0,0

Myślę sobie, bezinteresowność to polega nie tylko na tym, że nie oczekujemy kasy za to, że komuś pomożemy.
Bezinteresowność polega przede wszystkim na tym, że nie programujemy ludzi, którym pomagamy.
Bezinteresowność w pewnym sensie zwalnia nas z myślenia o zbawianiu całego świata.
Pomagam, daję biedakowi pieniądze, idziemy coś zjeść – a co się później stanie, to już przyszłość.
Całe ryzyko polega na tym, że nie uzależniamy ich od siebie. Nie mówimy: „dam ci, ale ty teraz masz żyć tak jak ja, lubić tych co ja, i w ogóle to całować mnie za to po rękach”.
To raczej niewolnictwo a nie charytatywność.

Dawaj, a nie oczekuj wdzięczność.