Archiwa tagu: uchodźcy

Cóż, to tylko wojna. O co wam chodzi?

Omran Daqneesh wytrącił nas z równowagi na jakieś 24 godziny. Zobaczyliśmy jego zakrwawioną twarz, przejęliśmy się nawet jego przerażeniem w oczach. Wzruszyliśmy ramionami, pomyśleliśmy sobie, że gdzieś daleko źle się dzieje. Łatwo przeszliśmy do porządku dziennego.

omran

Wzruszenie, przejęcie się losem pokrzywdzonych to uczucia dobre, ale – jak uczy Susan Sontag – chwilowe, nietrwałe. Tym, których dotyka nieszczęście – pisze z kolei Artur Domosławski w „Wykluczonych” – trzeba czegoś innego: naszego gniewu, wściekłości, niezgody. Może przede wszystkim uświadomienia sobie i innym, że przywileje lepiej urodzonych bywają okupione nieszczęściem tych, którzy są pozbawiani praw i możliwości. Zrozumienie tej zależności to pierwszy impuls ku zmianie, przynajmniej szansa na nią.

Janina Ochojska mówi w telewizji o wojnie w Syrii. Tłumaczy, że ten dramat trwa codziennie. Mówi na przykład, że nie możemy zamknąć naszych drzwi przed uchodźcami, ale też, że należy pomagać tam, na miejscu. Jej słowa padają w tle. Na ekranie widać biegających chaotycznie ratowników wyciągających z gruzów kolejne dzieci i ofiary zamachu terrorystycznego. Na forum tvn24 wchodzi „tokmada”. Za chwilę skomentuje program. Musi widzieć te obrazy: dym, przerażenie, chaos. Musi patrzyć w oczy tego dziecka. Musi słyszeć, co o Syrii mówi Janina Ochojska.

„tokmada” siada do pisania komentarz. Najpierw cytat z Ochojskiej: „My nie możemy zamknąć drzwi przed uchodźcami (…) ludzie uciekają do Europy, bo chcą odtworzyć tu normalne życie”.

I po chwili, tonem eksperta „tokmada” pisze: „w przeważającej części (99%) to młode buczki, samotni mężczyźni w wieku 20-30 lat. Dla takich ja jak i większość społeczeństw jest na „nie” – pisze „ekspercko”.

Po chwili dalej snuje swoją opowieść. „Dla tych młodych mężczyzn, z roszczeniową postawą, bez dokumentów, Europa jest nie ratunkiem przed zagrożeniem a szansą na wygodne życie na rachunek Europy. Pal licho gdyby tylko tyle… Ale to ludzie, którzy mogą i są niebezpieczni – to już widać”.

I wreszcie, na koniec, „tokmada” wygasza swoje wyrzuty sumienia. Uważa, że one nie istnieją. Przecież nic się nie stało. Na obrazy z wojny „tokmada” się uodpornił(a).

To wojna przecież, nie takie rzeczy już widzieliśmy, więc „tokamada” pisze: „Zdjęcia dzieci, które cierpią w takich konfliktach – cóż wstrząsające, ale nie mogą być wykorzystywane jak teraz – „na potrzeby”. Było zdjęcie ciała chłopca wyrzuconego na brzeg, była informacja o ścięciu przez „rebeliantów” młodego chłopca… To wojna, która zbiera żniwo”.

To jest wojna. „Tokmada” to wie. Wie to cała rzesza Polaków. Bezpiecznych, widzących tę wojnę sprzed komputera. Czego się dziwicie? Że dziecko wyciągnęli z gruzów? Przecież taka jest wojna. Nic nie poradzimy. Dajcie spokój.

Kilka minut po komentarzu „tokmady” głos na forum zabrał jeszcze „dariusz_koszkul”, który wszystkie nasze wątpliwości rozwiał: „nie widze problemu zeby p. ochojska jak jest tak litościwa przygarnela sobie kilku syryjczyków do swojego domu a nie wciskala ich innym. zapewni im dom, prace, wyzywienie, rozrywki za swoje pieniadze. i niech potem dopiero chodzi po telewizjach i jeczy. bo na mnie to juz wrażenia nie robi”.

 

Wspomniana Sontag w „Widoku cudzego cierpienia” pisze: „Zdjęcia okrucieństw mogą sprowokować całkiem skrajne reakcje. Wołanie o pokój. Wezwanie do zemsty. Lub po prostu obudzenie się niejasnego poczucia, nieustannie karmionego fotograficznymi informacjami, że dzieją się rzeczy potworne”. I po chwili dodaje: „Ludzie nie znieczulają się na to, co się im pokazuje – jeśli w ten sposób można określić to, co się dzieje – tylko z powodu ilości obrazów, jakimi się ich zarzuca. Uczucia słabną wskutek bierności. Stan opisywany jako apatia, moralna albo emocjonalna znieczulica, jest pełen uczuć: gniewu i frustracji”.

Łatwo po nas spływa. To już nie jest zwykłe wzruszenie, które nie ma szans przerodzić się w gniew, bunt i niezgodę. Nie oburzamy się, przechodzimy do porządku dziennego. Mówimy przecież, że nic nie da się z tym zrobić. Przecież ja tej wojny nie skończę.

Jak się obronić przed tą bezradnością? Okazuje się, że w przyzwoitości nie chodzi już o niesienie pomocy. To jest perspektywa bardzo odległa. Najpierw trzeba się uchronić przed tą pokusą, żeby do świata podchodzić z tezą: „nic nie mogę zrobić”. „Co mnie to obchodzi”. „Przecież taka jest wojna”. Trzeba zacząć od siebie. Jeżeli uznamy, że nic się nie da zrobić, to rzeczywiście się nie da i przepowiednia się sama spełni.

W tym sensie jestem przeciwnikiem – mówi Martin Caparrós, autor „Głodu” – etyki opartej na skuteczności, zakładającej, że skoro moje postępowanie nie przyniesie widocznych skutków, to nie warto, bym robił cokolwiek. Brak wyników usprawiedliwia moją bezczynność. A ja uważam, że coś należy robić, czyli np. mniej kupować czy nie wyrzucać żywności, dlatego że to jest słuszne, dlatego że warto postępować słusznie i przyzwoicie, bo wyrzucanie jedzenia, gdy inni go nie mają, jest złe.

Caritas Syria stale wspiera 150 rodzin przebywających w trudnych warunkach w Aleppo.

SMS z hasłem SYRIA nr 72052
Lub wpłata na konto Caritas Polska z hasłem SYRIA
Bank PKO BP S.A. 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526

wszystkie komentarze ze strony: http://fakty.tvn24.pl/fakty-z-zagranicy,61/syrii-grozi-katastrofa-humanitarna,669455.html?utm_content=buffer16327&utm_medium=social&utm_source=twitter.com&utm_campaign=buffer. Pisownia oryginalna.

Instrukcja obsługi papieża Franciszka

Polski rząd przygotowuje się do wizyty Franciszka w Polsce. Przedstawiciele władzy zapewniają, że Światowe Dni Młodzieży będą bezpieczne. Politycy Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie zapewniali o swoim przywiązaniu do wiary i Kościoła Katolickiego. Rządzących często widać na Mszach Świętych, pielgrzymkach itd.

Jednak już analiza ich słów prowadzi do smutnych wniosków. Mówią, jakby nie zauważyli, że trzema najważniejszymi dla Franciszka obszarami życia są uchodźcy, wykluczeni i ekologia.

Gdy więc Mariusz Błaszczak, w reakcji na dramat ofiar zamachu terrorystycznego w Nicei, mówi coś o polityce multikulti, gdy kpi z przejawów solidarności Europejczyków, a wszystko podkręca jeszcze swoimi fobiami na temat środowisk LGBT, to warto przypomnieć, jaki komunikat do wiernych Kościoła Katolickiego kieruje Franciszek – na którego tak wszyscy w Polsce czekamy.

W Evangelii Gaudium papież napisał m.in.: „Koniecznie trzeba zwracać uwagę, żeby być blisko nowych form ubóstwa i słabości, w których powinniśmy rozpoznać cierpiącego Chrystusa, nawet jeśli pozornie nie przynosi to nam żadnych namacalnych i natychmiastowych korzyści: bezdomni, narkomani, uchodźcy, ludy tubylcze, coraz bardziej samotne i opuszczone osoby w podeszłym wieku itd. Migranci są dla mnie szczególnym wyzwaniem, ponieważ jestem pasterzem Kościoła bez granic, który czuje się matką wszystkich. Dlatego wzywam kraje do wspaniałomyślnego otwarcia, które bez obawy o zniszczenie lokalnej tożsamości będzie zdolne stworzyć nowe syntezy kulturowe. Jakże piękne są miasta, które przezwyciężyły niezdrową nieufność i integrują osoby różniące się, czyniąc z tej integracji nowy czynnik rozwoju! Jakże piękne są miasta, które w swoich planach architektonicznych pełne są przestrzeni łączących, ułatwiających relację, sprzyjających uznaniu drugiego człowieka!”.

Politycy PiS będą witać się z Franciszkiem w Polsce. Mariusz Błaszczak będzie z pewnością jednym z członków delegacji. Pojawi się tam także premier Polski, Beata Szydło.

Warto mieć w pamięci, co każde z nich mówi na temat obecnego w Europie kryzysu uchodźczego.

Beata Szydło: „Poprzedni rząd zgodził się na przyjmowanie ich na zasadzie dobrowolności. My, kontynuując te deklaracje, wyraziliśmy zgodę jak pozostałe 27 krajów UE, bo rozwiązać ten najważniejszy obecnie unijny problem przez relokację. Ale powiem bardzo wyraźnie: nie widzę możliwości, by w tej chwili migranci do Polski przyjechali”.

Mariusz Błaszczak: „Decyzja rządu o przyjęciu siedmiu tysięcy uchodźców była decyzją błędną. Nie pójdziemy na żadne kompromisy. Najważniejsze jest bezpieczeństwo Polaków. Nie będziemy ulegać ideologiom związanym z poprawnością polityczną”.

Franciszek: „Każdy z was, uchodźców, kto puka do naszych drzwi ma oblicze Boga. Wybaczcie zamknięcie i obojętność naszych społeczeństw, które obawiają się zmiany życia i mentalności, jakiej wymaga wasza obecność. Traktowani jak ciężar, problem, koszt, jesteście tymczasem darem”.

SOLIDARNOŚĆ

Tymczasem wśród części polskich publicystów i polityków – zwłaszcza – prawicy, słychać narzekania i kpiny z ludzi, którzy po zamachach terrorystycznych zmieniają sobie zdjęcia profilowe, zdjęcia w tle, publikują w mediach społecznościowych unijne, belgijskie i francuskie flagi itd. „Bo przecież trzeba walczyć ze zgnilizną islamu, a nie bawić się w durną solidarność”.
Ci sami ludzie, którzy teraz na to narzekają, wcześniej nie mieli oporów, by wychodzić na ulice po katastrofie smoleńskiej, palić znicze po śmierci JP2, organizować msze święte, które w tym kraju zawsze, oprócz modlitwy, miały wymiar jednoczący i solidarnościowy.

Ludzie potrzebują gestów. Nikt z nich nie walczy z terrorystami. Są bezradni. Każdy potrzebuje gestu – nawet najbardziej irracjonalnego – żeby mieć poczucie, że nie jest sam. O to chodzi w solidarności, której chyba nie do końca rozumiecie.

Omijaj system, nieś pomoc

Ciągle myślę, że my – w Kościele – nie jesteśmy od tego, by zastanawiać się jakie polityczne kroki należy podjąć, żeby pozytywnie wpłynąć na sytuację ludzi uciekających przed wojnami. Nie jesteśmy też od tego, żeby brać udział w podpisywaniu unijnych dyrektyw walczących z terroryzmem.

12279059_10206171440392959_5779947989828482236_n

Z jednej strony dlatego, że z wielu stron Kościoła słychać, iż przyjmowanie uchodźców nie ma sensu. Nie znam się na zwalczaniu terroryzmu. Z mądrych tekstów, które staram się czytać, głównie w prasie zachodniej, wynika, że łączenie przyjmowania uchodźców z zamachami terrorystycznym nie jest takie proste. A zwłaszcza, obwinianie za zamachy uchodźców, to krzywdzący skrót myślowy.

Po drugie dlatego, że – jak wierzę – zostaliśmy powołani do czegoś innego niż uczestnictwa w politycznych negocjacjach, w których politycy decydują, który człowiek jest legalny, a który nielegalny.

Nasza wiara jest tak naprawdę w tych dziedzinach życia irracjonalna. Irracjonalna z punktu widzenia mechanizmów tego świata. To właśnie dlatego papież Franciszek tuż po zamachu w Brukseli nie powiedział wcale: „a teraz musimy zabić wszystkich uchodźców, bo oni szkodzą Europie i są terrorystami”. Pierwszą reakcją papieża po zamachach było zaproszenie do modlitwy. Prośbą o miłosierdzie. Dla człowieka, który racjonalizuje świat, ta propozycja „przywódcy Kościoła Katolickiego” może wydawać się bezsensowna, irracjonalna, pozbawiona politycznego zmysłu.

To, że jesteśmy Chrześcijanami tak naprawdę zwalnia nas z myślenia o tym, że jesteśmy powołani do zmieniania systemów i politycznych ustrojów. Jesteśmy przede wszystkim powołani do niesienia drugiemu człowiekowi pomocy – tak realnej, konkretnej, otwierającej drzwi naszych domów, jak i tej duchowej, modlitewnej, wspierającej emocjonalnie.

Stąd też uważam na przykład, że bezzasadne jest stawiania siebie przed wyborem, czy należy pomagać ludziom na ulicy, czy też nie. W haśle: „pomagać trzeba rozsądnie” – które często formułują przeciwnicy niesienia ludziom doraźnej pomocy na ulicach, kryje się często zagłuszanie swoich wyrzutów sumienia. – Nie daję, bo nie można dawać ludziom pieniędzy na ulicy, jednocześnie nie robię nic, by wpłynąć na ich los.

Jesteśmy ludźmi gestów. Myślę więc, że moim głównym zdaniem jest omijanie wszelkich systemów. Jeśli dochodzę do wniosku, że system nie działa (system pomocy, przyjmowania uchodźców, opieki nad biedakami itd.) – to mam dwa wyjścia – albo będę niósł pomoc drugiemu człowiekowi, nie patrząc jak reaguje na to system, albo będę udawał, że zmieniam system – którego nierzadko po prostu zmienić się nie da.

Chciałbym więc zrobić coś, co sprawi, że „nikt nie głoduje pod elegancką knajpą, gdzie wyrzuca się codziennie dziesiątki kilogramów resztek jedzenia; w którym bajecznie bogate pałace, rezydencje, fazendy nie będą sąsiadowały z drewniano-papierowymi favelami”. Próbując to robić od kilku lat dochodzę do wniosku, że próby wprowadzania tego przez polityczne dyrektywy nie przynosi oczekiwanego skutku. Robię wszystko, żeby samemu temu zapobiegać. Nieś tę zmianę swoimi gestami pomocy, a nie decyzjami polityków.

en_01205902_1491
Słychać też narzekania i kpiny z ludzi, którzy zmieniają sobie zdjęcia profilowe, zdjęcia w tle, wrzucają w społecznościach unijne i belgijskie flagi itd.

A ksiądz Marek Różycki pracujący w katedrze wawelskiej napisał na twitterze m.in.: „Kolorowe kredki jako sposób na walkę z islamskim terroryzmem świadczy o poziomie jaki osiągnęła „postępowa” Europa”.

Ci sami ludzie, którzy teraz na to narzekają, wcześniej nie mieli oporów, by wychodzić na ulice po katastrofie smoleńskiej, palić znicze po śmierci JP2, organizować msze święte, które w tym kraju zawsze, oprócz modlitwy, miały wymiar jednoczący i solidarnościowy.

Ludzie potrzebują gestów. Nikt z nich nie walczy – drodzy racjonalizujący prawicowcy – z terrorystami. Każdy potrzebuje gestu – nawet najbardziej irracjonalnego – żeby mieć poczucie, że nie jest sam.