Archiwa tagu: Polityka

Instrukcja obsługi papieża Franciszka

Polski rząd przygotowuje się do wizyty Franciszka w Polsce. Przedstawiciele władzy zapewniają, że Światowe Dni Młodzieży będą bezpieczne. Politycy Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie zapewniali o swoim przywiązaniu do wiary i Kościoła Katolickiego. Rządzących często widać na Mszach Świętych, pielgrzymkach itd.

Jednak już analiza ich słów prowadzi do smutnych wniosków. Mówią, jakby nie zauważyli, że trzema najważniejszymi dla Franciszka obszarami życia są uchodźcy, wykluczeni i ekologia.

Gdy więc Mariusz Błaszczak, w reakcji na dramat ofiar zamachu terrorystycznego w Nicei, mówi coś o polityce multikulti, gdy kpi z przejawów solidarności Europejczyków, a wszystko podkręca jeszcze swoimi fobiami na temat środowisk LGBT, to warto przypomnieć, jaki komunikat do wiernych Kościoła Katolickiego kieruje Franciszek – na którego tak wszyscy w Polsce czekamy.

W Evangelii Gaudium papież napisał m.in.: „Koniecznie trzeba zwracać uwagę, żeby być blisko nowych form ubóstwa i słabości, w których powinniśmy rozpoznać cierpiącego Chrystusa, nawet jeśli pozornie nie przynosi to nam żadnych namacalnych i natychmiastowych korzyści: bezdomni, narkomani, uchodźcy, ludy tubylcze, coraz bardziej samotne i opuszczone osoby w podeszłym wieku itd. Migranci są dla mnie szczególnym wyzwaniem, ponieważ jestem pasterzem Kościoła bez granic, który czuje się matką wszystkich. Dlatego wzywam kraje do wspaniałomyślnego otwarcia, które bez obawy o zniszczenie lokalnej tożsamości będzie zdolne stworzyć nowe syntezy kulturowe. Jakże piękne są miasta, które przezwyciężyły niezdrową nieufność i integrują osoby różniące się, czyniąc z tej integracji nowy czynnik rozwoju! Jakże piękne są miasta, które w swoich planach architektonicznych pełne są przestrzeni łączących, ułatwiających relację, sprzyjających uznaniu drugiego człowieka!”.

Politycy PiS będą witać się z Franciszkiem w Polsce. Mariusz Błaszczak będzie z pewnością jednym z członków delegacji. Pojawi się tam także premier Polski, Beata Szydło.

Warto mieć w pamięci, co każde z nich mówi na temat obecnego w Europie kryzysu uchodźczego.

Beata Szydło: „Poprzedni rząd zgodził się na przyjmowanie ich na zasadzie dobrowolności. My, kontynuując te deklaracje, wyraziliśmy zgodę jak pozostałe 27 krajów UE, bo rozwiązać ten najważniejszy obecnie unijny problem przez relokację. Ale powiem bardzo wyraźnie: nie widzę możliwości, by w tej chwili migranci do Polski przyjechali”.

Mariusz Błaszczak: „Decyzja rządu o przyjęciu siedmiu tysięcy uchodźców była decyzją błędną. Nie pójdziemy na żadne kompromisy. Najważniejsze jest bezpieczeństwo Polaków. Nie będziemy ulegać ideologiom związanym z poprawnością polityczną”.

Franciszek: „Każdy z was, uchodźców, kto puka do naszych drzwi ma oblicze Boga. Wybaczcie zamknięcie i obojętność naszych społeczeństw, które obawiają się zmiany życia i mentalności, jakiej wymaga wasza obecność. Traktowani jak ciężar, problem, koszt, jesteście tymczasem darem”.

SOLIDARNOŚĆ

Tymczasem wśród części polskich publicystów i polityków – zwłaszcza – prawicy, słychać narzekania i kpiny z ludzi, którzy po zamachach terrorystycznych zmieniają sobie zdjęcia profilowe, zdjęcia w tle, publikują w mediach społecznościowych unijne, belgijskie i francuskie flagi itd. „Bo przecież trzeba walczyć ze zgnilizną islamu, a nie bawić się w durną solidarność”.
Ci sami ludzie, którzy teraz na to narzekają, wcześniej nie mieli oporów, by wychodzić na ulice po katastrofie smoleńskiej, palić znicze po śmierci JP2, organizować msze święte, które w tym kraju zawsze, oprócz modlitwy, miały wymiar jednoczący i solidarnościowy.

Ludzie potrzebują gestów. Nikt z nich nie walczy z terrorystami. Są bezradni. Każdy potrzebuje gestu – nawet najbardziej irracjonalnego – żeby mieć poczucie, że nie jest sam. O to chodzi w solidarności, której chyba nie do końca rozumiecie.

Wiara i polityka

Gdybyście, drodzy księża występujący w mediach, stojąc przy ołtarzach, różnili się doświadczeniem duchowym, wrażliwością religijną, sposobem przezywania wiary, interpretacją Pisma Świętego.
Gdybyście spierali się o świętego Pawła. Zastanawiali się, jak tłumaczyć powrót Szymona Piotra do Kafarnaum.
Gdybyście skupili się na różnicach między charyzmatykami a liturgistami. Neokatechumenatem a Oazą.
Gdybyście ścigali się w analizie czytań z dnia – to wszystko można by wziąć za dobrą monetę i uznać, że pięknie różnimy się w Kościele.
Problem w tym, że wy, drodzy księża występujący w mediach, od doświadczenia wiary wolicie doświadczenie polityki.
Wolicie naparzać się na partie. Ścigać się na lepszego prezydenta. Itd.
My, wierni, chcemy od Was, w gruncie rzeczy tylko, żebyście dali nam rozgrzeszenie, udzielili komunii i sprawowali Eucharystię.
Tymczasem część mediów i cześć wiernych „ostatnimi sprawiedliwymi w Kościele” nie nazywa tych z księży, którzy zostali powołani do głoszenia Słowa Bożego, ale tych księży, którzy „zostali powołani” do wspierania jeden albo drugiej partii.

1006176_10201012024737252_1684803821_n

Kościół Komorowskiego i Kościół Dudy

Mszy Świętej nie odmawiam nikomu. Dobrze, że odbyła się ta „witająca” prezydenta Andrzeja Dudę i ta „żegnająca” prezydenta Bronisława Komorowskiego. Problem w tym, że Kościół Katolicki zmienił się w lustro, które odbija podzieloną Polskę. Gdyby księżom i hierarchom chodziło o coś więcej niż tylko zapisywanie Jezusa do partii politycznych, to msza była by jedna. Przy jednym, wspólnym, eucharystycznym stole.

1006176_10201012024737252_1684803821_n

Od czwartkowego wieczoru wśród części sympatyków „Kościoła Otwartego” panuje euforia. Mszę świętą w intencji Bronisława Komorowskiego, odprawioną w czwartek, w kościele sióstr wizytek, komentują wcale nie zwykli internauci, ale publicyści, analitycy życia Kościoła i społeczeństwa, dziękując księdzu Andrzejowi Lutrowi i księdzu Kazimierzowi Sowie za odwagę.

W Mszy nie byłoby może nic złego, gdyby do mediów znów nie przebiła się jedna myśl, podtrzymywana z zadowoleniem przez część księży i wiernych: „Oto grupa duchownych stanowczo odcięła się od Episkopatu. Przeprosili Bronisława Komorowskiego za biskupów. Odprawili prawdziwie godną mszę, za prawdziwie godnego prezydenta”.

W większości zachwycają się tym ci, dla których polityczne zaangażowanie biskupów stanowi duży problem. Ci, którzy oburzali się politycznymi marszami duchownych broniących Telewizji Trwam. Ci wreszcie, którzy z pasją wypisują artykuły piętnujące duchownych głoszących polityczne kazania.

Można było żyć w naiwnym przekonaniu, że ta krytyka politycznych aktywności duchownych wynika z jakiegoś głębszego namysłu. Z rzeczywistej troski nie tylko o wizerunek Kościoła, ale też o budowanie spokoju w społeczeństwie. Złudna to jednak nadzieja, o czym świadczą wydarzenia z czwartkowego wieczoru. Nadarzyła się pierwsza okazja do zamanifestowania odrębności i od razu z tej okazji skorzystano. Nie w imię jedności, tolerancji, szacunku i zgody, ale w imię tych samych niskich pobudek, dla których przez ostatnie pięć lat wielu księży i wiernych śpiewało „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”.

Związanie Ołtarza z Bronisławem Komorowskim jest ta samo niebezpieczne jak związanie Ołtarza z Andrzejem Dudą. Jesteśmy więc świadkami dość selektywnej interpretacji politycznego zaangażowania się duchownych. Bo gdy jakiś ksiądz, używając Ołtarza, wspiera „Prawo i Sprawiedliwość”, to mówimy, że „miesza się do polityki”, gdy jednak jakiś ksiądz, używając Ołtarza, wspiera „Platformę Obywatelską”, to mówimy, że „przywraca właściwe proporcje”.

Módlmy się za prezydentów, polityków, dobre wybory i przyszłość Polski. Ale skoro zależy nam na interesie ogółu i rzeczywiście o trosce o jedność, może skorzystajmy z rady o. Kramera, który dziś rano postulował, by odbyła się jedna Msza święta. Przy jednym, wspólnym stole Eucharystycznym. Wówczas głosy o wprowadzanie podziałów i dzielenie się na Kościół Dudy i Kościół Komorowskiego pewnie by się nie pojawiły.

Biskupi jednak nie wycofują się z poparcia dla marszu PiS

Wykreślenie nazwisk pięciu biskupów z komitetu organizującego sobotni marsz PiS nie jest zamknięciem dyskusji o zaangażowaniu się duchownych w bieżącą politykę. Wręcz przeciwnie. Abp Wacław Depo wycofuje się z komitetu, bo – jak argumentuje –  to inni upolitycznili jego udział w marszu, a nie on sam. Jak rozumiem, biskup, który otwarcie wspiera partię dążącą do władzy, nadal nie widzi w swoim zachowaniu niczego złego.

Podobnie swoją decyzję o rezygnacji ze wsparcia dla demonstracji argumentuje bp Wiesław Mering. Z opublikowanego przez niego oświadczenia wynika, że bardziej niż na podzielonych jego decyzją wiernych, zależy mu na „lojalności wobec Nuncjusza” i jedności. Ale nie wspólnoty Kościoła, którego jest pasterzem, tylko jedności Episkopatu.

Zatem, biskupi wcale nie wycofują się ze swojego wsparcia dla demonstracji politycznej. Dostali reprymendę od Nuncjusza, której się podporządkują, ale robią to z „przykrością” i zapewniają, że nadal wspierają idee, którymi kierują się organizatorzy demonstracji.

Owszem, przerwanie przez Nuncjusza milczenia części Kościoła hierarchicznego, czego byliśmy świadkami w ostatnich dnia, dobrze wróży. Nie jest też wykluczone, że głos Nuncjusza podyktowany jest pytaniami formułowanymi przez wiernych. Mimo to, biskupi zaangażowani politycznie, korzystając z okazji, w swoich oświadczeniach dali do zrozumienia, że ciągle nie widzą problemu we wspieraniu przez duchownych politycznych inicjatyw. To każe z niepokojem myśleć o przyszłości, zawłaszcza gdy się ma świadomość, że Nuncjusz Apostolski kiedyś może się zmienić.

Nikt, kto krytykował udział biskupów w komitecie organizującym partyjny marsz PiS, nie odbiera hierarchom prawa do posiadania poglądów politycznych. Jednocześnie zdaniem wielu katolików, tak stanowcze branie udziału w politycznych inicjatywach, jest – delikatnie mówiąc – nieroztropne. Nie chodzi też o plemienną krytykę. Tak jak niepokoi popieranie przez duchownych Prawa i Sprawiedliwości, tak samo niepokoi zachowanie tych duchownych, którzy wspierają Platformę Obywatelską. Imanie się polityki przez biskupów to spacer po kruchym lodzie. Łatwo wpaść w politykę, która jest zdobywaniem władzy i przepychanką.

W 2012 r. Marek Zając pisał na łamach „Tygodnika Powszechnego”, że polityczność duchownych to podejmowanie próby zapisania Jezusa do partii. Jezus sobie z tym oczywiście poradzi. Nie poradzi sobie wspólnota Kościoła. Podczas chrztu nie otrzymujemy w pakiecie instrukcji obsługi polskiej polityki. Gdyby biskupi, zamiast głosić swoje polityczne poglądy, skupili się na głoszeniu Ewangelii, pewnie my – wierni – poradzilibyśmy sobie w politycznym świecie bez ich wsparcia.

I jeszcze jedno: teatr ulicy w którym główną rolę odgrywają politycy z hasłami obalenia rządu, to niebezpieczne dla biskupów miejsce. Pokojowa demonstracja, o czym się regularnie przekonujemy, łatwo może się przerodzić w bijatykę i podpalanie samochodów. Przerażająca jest wizja, w której duchowny Kościoła Katolickiego błogosławiłby swoim wsparciem taki proceder.

Tęsknię za Ruchem Palikota

ruch

Początkowo nikt się nie spodziewał, że partia z systemowym antyklerykalizmem na sztandarach, wejdzie do polskiego parlamentu. Ostatecznie, dziesięcioprocentowy wynik Ruchu Palikota, był w 2011 roku największym sukcesem partyjnym na polskiej scenie politycznej od lat. Kościół wpadł w konsternację, biskupi kręcili głowami, świeccy szeroko otwierali oczy ze zdumienia. Niektórzy „katoliccy publicyści” – paradoksalnie – doszukiwali się w tym nadziei, uważali, że efektem będzie pobudzenie polskiego Kościoła, wybudzenie go z drzemki i samozadowolenia.

Czytaj dalej