Archiwa tagu: Msza Święta

Wiara na Woodstocku

ksiadz(1)

– Tak patrzę i patrzę, powiem ci Błażeju, żadnego szatana tu nie widzę – mówi mi ksiądz Jan Kaczkowski podczas obiadu w kultowej na Przystanku Woodstock wiosce Hare Kryszny.

janje
Najpierw pojechaliśmy z Janem na Przystanek Jezus. W środę. Wieczorem. Spotkaliśmy się z biskupem Rysiem. Jan mówił mi w wywiadzie kilka miesięcy temu, że Msza jest dla niego czymś szalenie ważnym. Powtarza to wielokrotnie. Zapewnia, że wszystko robi z pełnym zaangażowaniem. Nie oszukuje.
I rzeczywiście Msza Święta w której uczestniczyliśmy ja, ksiądz Jan i pomagający nam zakonnik, zapadnie w pamięci pewnie do końca życia. Trzech facetów. Prowizoryczny ołtarz. Namiot. I Jan. Zaangażowany. Przejęty. Akceptujący swoją niepełnosprawność. Oddany sprawie. I ta intymność. Intymność w którą Jan wchodzi z Bogiem podczas mszy. Dotyka ołtarza z pełnym oddaniem. Delikatnie. Zmysłowo.

janrys
Powie później, podczas naszego spotkania w Akademii Sztuk Przepięknych słowa, które do tego miejsca nie pasują. Będzie mówił tu, w miejscu wyklętym przez wielu katolików, słowa z modlitwy eucharystycznej, tezy teologiczne, dowody na istnienie Boga, obnaży swoją intymność relacji z Bogiem. Powie: „Ołtarz jest symbolem Chrystusa. Ksiądz, gdy idzie do ołtarza, powinien dokonać trzech czynności. Trzech ważnych punktów. Tak jak w zwykłej miłości. Jak się kogoś kocha, to trzeba go najpierw zauważyć, potem dochodzi do dotyku. Ja to wszystko robię z ołtarzem. Widzę go, intymnie dotykam. I wreszcie dokonuję trzeciego, najpiękniejszego gestu – całuję ołtarz.
I ja, taki wkurzony i wściekły, całuję kiedyś ten ołtarz i mówię sobie: Ty masz czelność codziennie przychodzić do ołtarza i sprawować Najświętszą Ofiarę? Współoperować z Nim, z Chrystusem, i masz czelność się nie spalać?! Powiedziałem sobie wtedy, że nie chcę być plastykowym księdzem. Nie chcę być pluszowym księdzem. To, co postanowiłem ofiarować Panu Bogu i innym, to jest mój prywatny czas. I to jest ta moja przyzwoitość, mam nadzieję że na plus. Postanowiłem sobie, że nigdy nikomu nie odmówię spowiedzi, rozmowy, bliskości”’.
Jeśli jest jakiś dobry sposób na obecność wiary na Przystanku Woodstock, to najlepszy pokazał ksiądz Jan. Nie agitował. Owszem, krytykował. Ale jednocześnie – wierzę w to bardzo mocno – pokazał co to znaczy wiara. Wiara w Boga. Pełna miłości. Bliskości. Obecności. Bycia ze sobą. Nie zakazy. Nie nakazy. Propozycje. Traktowanie się poważnie. Z szacunkiem.
Jan, ludzi, których spotkał w namiocie ASP szanował. Znał ich mądrość. Wiedział, że nie trafi do nich grożenie palcem. Więc opowiedział o sobie. Bez pogardy. Bez wyrzutów. Rzucił ziarno. Zrobił to, co do niego należy. Nie ważne, czy ziarno spadło na asfalt czy drogę żyzną. Jestem pewien, że to ziarno wyda gdzieś, kiedyś piękny i dorodny owoc.
Całą rozmowę z Janem Wydrukujemy w następnym numerze „TP”.

 

„Budzenie Olbrzyma”, czyli świeckie zaangażowanie.

Podczas gdy warszawski kongres Nowej Ewangelizacji trwa pod hasłem „Obudź olbrzyma”, w jednej z krakowskich parafii kościół ciągle jest dla księży, a my wierni chyba wyłącznie ich dodatkiem.

Ewa Kiedio słusznie zwróciła uwagę na nietypowe ogłoszenie wywieszone na drzwiach zakrystii Kościoła w Nowym Sączu. Na białej kartce, ktoś napisał: „Zakrystia – wstęp tylko dla księży i służby liturgicznej”.

Ewa nie wdała się w długie wywody na temat niezręczności tego rozporządzenia. -„Jako materiał ilustrujący życie parafialne, obecność w nim osób świeckich i przenikanie się ich świata ze świtem duchownych załączam zdjęcie z jednej z parafii w Nowym Sączu. Za budzenie olbrzyma tym bardziej trzymam kciuki” – pisała Ewa na Dywizie.

Oczywiście Jezuita Grzesiek Kramer od razu sprawę sprostował, wyjaśniając okoliczności pojawienia się ogłoszenia. I pisze Grzesiek: – Nie wiem, jak jest dziś, ale wtedy do kościoła chodziło 110% ludzi! Stali wszędzie na dworze, w środku, i w zakrystii właśnie, która jest maciupeńka. Nie muszę mówić, jak wygląda uczestnictwo w Eucharystii w takim miejscu. Jeden z proboszczów w końcu sprawę uporządkował. I tyle. Parafia ma się dobrze, żyje, jest w niej mnóstwo grup, od dzieci do ludzi starszych i średnie pokolenie(…). Więc proszę nie wyciągać z tej tabliczki pochopnych wniosków”.

Konfesjonał miasta

I to cudowne, że narzędzie do zwracania uwagi na obecność świeckich w Kościele, ma szansę przerodzić się we wzór do naśladowania. Bo w końcu rzadko która parafia ma szansę poszczycić się frekwencją porównywalną z nowosądecką. Skądinąd o wspominanej parafii krążą legendy, że to „konfesjonał miasta”, podobno ludzie tam jeżdżą na mszę nawet z Krakowa.

To dobry wzór. Ale też nie ma się co dziwić, skoro w parafii pracują Jezuici to zainteresowanie tym miejscem nie powinno zastanawiać. Od kogo jak od kogo, ale od Jezuitów i Dominikanów, księża diecezjalni powinni uczyć się najwięcej.

Ja jednak chciałem dziś o czymś innym, ale ciągle pozostając wokół „budzenia olbrzyma” i – jak pisała Ewa – przenikania się świata świeckich ze światem duchownych.

Proszę wrócić do ławki!

W sobotę o godzinie 17.30 modliłem się podczas mszy w jednej z mniejszych krakowskich parafii. Staram się robić tak, by co sobota wybierać inny kościół – przede wszystkim taki w którym pracują księża diecezjalni. Coniedzielna msza u Dominikanów może uśpić czujność i sprawić, że myślenie o Kościele w Polsce będzie wyidealizowane.

Więc proszę sobie wyobrazić sobotnią mszę o godzinie 17.30. Jak to w sobotę ruch w kościele mniejszy. W ławkach większość pań. W sumie było nas – wiernych – ze 20 osób.

Mszę celebrował młody chłopaka. Gdy punktualnie stanął przed ołtarzem, okazało się, że jest sam. Nie towarzyszył mu żaden ministrant, nie było chyba nawet kościelnego i organisty.

Gdy nadszedł czas czytań, wszedłem do prezbiterium i stojąc przy ambonie szepnąłem księdzu, że przeczytam czytanie.

– Proszę wrócić do ławki, albo wyjść z Kościoła – odparował stanowczo ksiądz. Dodał po chwili, że czytanie, to nie jest moje zadania.

Pokornie wróciłem więc do ławki. Ksiądz sam przeczytał czytanie. Również sam odczytał psalm, sam przeczytał modlitwę powszechną, sam przyniósł sobie do ołtarza ampułki z wodą i winem. Pewnie gdyby miał więcej rąk również sam uderzył by w gong podczas podniesienia.

Rozumiem jego obawy. Nie miałem zamiaru – ani go rozdrażnić, ani sprowokować. Pewnie – gdybym wiedział, że będzie sam celebrował mszę – wszedłbym wcześniej do zakrystii (oczywiście, gdyby nie było informacji, że wstęp do niej jest wyłącznie dla księży) – zapytałbym, czy nie potrzebuje pomocy.

Czy jesteśmy gorsi?

Budzenie olbrzyma może być więc przede wszystkim zacieraniem się różnicy między prezbiterium a miejscem dla ludu wiernych. Rozumiem, że mogą mnie tu zganić tradycjonaliści liturgiczni.

Nie chcę myśleć, że w Kościele najważniejsi są księża. Skąd się bierze przekonanie w Polsce o klerykalizmie? Ano stąd, że my – świeccy – się nie angażujemy. Nie chodzi o zaangażowanie w pisanie ciekawych religijnych tekstów. Nie chodzi o pisanie przez świeckich katolickich książek. Uważam, że my – świeccy – jesteśmy członkami Kościoła. Mamy prawo do stawania blisko ołtarza.

Czy ksiądz, który odmówił mi przeczytania Biblii podczas mszy, mi nie ufa? Sądzi, że nie potrafię tego zrobić?! O co chodzi?

Jak przypuszczam w „budzeniu olbrzyma” czyli „rozruszaniu parafii” chodzi głównie o to, by zatrzeć różnicę między świeckim a księdzem. My – świeccy – chceby być uczestnikami Kościoła, chcemy brać za Kościół odpowiedzialność i modlić się za głoszenie Ewangelii.