Archiwa tagu: ks. Lemański

W sprawie ks. Lemańskiego: „Dobra Nowina o złych biskupach” kontra „Dobra Nowina o potępieniu”.

Dominika Wielowieyska, przy okazji sporu między duchownymi diecezji warszawsko-praskiej, zadaje w Gazecie Wyborczej fundamentalne skądinąd pytania o to, „czy Kościół ma się zamknąć tylko w gronie wiernych?” i „czy zadaniem księży nie powinno być ruszanie tam, gdzie być może wiara jest traktowana lekceważąco, np. na Przystanek Woodstock?”.

W tej kwestii nie ma w Kościele sporu. Kilkudziesięciu księży, siostry zakonne, kilku biskupów i grono świeckich, zjawiło się w tym roku w Kostrzynie. Zorganizowali tam ewangelizację, która staje się wzorem dla wielu innych krajów. „Przystanek Jezus” jest propozycją jaką Kościół (wspólnota wiernych, nie tylko biskupi!) ma do zaproponowania na Woodstocku. Każda inna kościelna aktywność w Kostrzynie, ma sens o tyle, o ile jest „głoszeniem Dobrej Nowiny”, a nie wyłącznie wylaniem frustracji i oczekiwaniem na brawa.

Ks. Lemański lwią część spotkania w ASP poświęcił na krytykę Kościoła. Nie ma to wiele wspólnego z „głoszeniem Dobrej Nowiny”.

O ile wielu biskupów, zamiast mówić o Jezusie – mówi o polityce, edukacji seksualnej, złych mediach, potępieniu. – i tym samym można mieć do nich pretensje, że nie „głoszą Dobrej Nowiny”, o tyle ks. Lemański, zamiast mówić o Jezusie – mówi o złych biskupach, skostniałej hierarchii, mętnych wizjach przyszłości naszej wspólnoty. W tym wypadku, tak po ludzku, też nie można mówić, że to „głoszenie Dobrej Nowiny”.

Wszyscy wiemy, że z biskupami w Polsce jest kiepsko. Już pomijam, że oni stanowią tylko garstkę wiernych. Są promilem. Przeceniamy ich, mówiąc o nich tak wiele.

No i, czy mówienie o nich, zwłaszcza źle, ma jakość przybliżyć nam istotę wiary? Czy to ma być „pociągające świadectwo wiary”?

Błędem jest również zestawianie aktywności ks. Lemańskiego z aktywnością papieża Franciszka. Ks. Lemański przywołując myśl swojego przełożonego z seminarium, o „wymieraniu biskupów” – chciał dać nam do zrozumienia, że jego zdaniem w Kościele potrzebna jest zmiana pokolenia. Tymczasem Franciszkowi chodzi o coś zupełnie innego. Tzw. Aparecida, czyli dokument przygotowany po spotkaniu biskupów Ameryki Łacińskiej i Karaibów, w którym uczestniczył kard. Bergoglio, i dziś jako Franciszek wielokrotnie się na niego powołuje, jasno mówi, że potrzebujemy PASTORALNEGO NAWRÓCENIA. Czyli wspólnego szukania wyjścia z tego skostnienia i czterech zimnych ścian Kościoła.

Potrzebujemy krytyki w Kościele. Zwłaszcza kiedy możemy pozwolić sobie na krytykę wewnętrzną. Dobrze gdybyśmy potrafili z tej krytyki wyciągać jakieś wnioski. Takich wniosków nie dało się wyciągnąć po spotkaniu ks. Lemańskiego na ASP.

Rozgrzany rzecznik prasowy

W konflikcie w diecezji warszawsko-praskiej czarną robotę wykonuje jej rzecznik prasowy, Mateusz Dzieduszycki. O ile dotychczas mieliśmy problem, że pracownicy polskich kurii działają zbyt wolno i trzeba długo czekać na ich reakcje, o tyle przy okazji Dzieduszyckiego, aktywność jest zbyt szybka. Nieprzemyślana. Spontaniczna. Ryzykowna. 5 komunikatów o różnym brzmieniu w ciągu 8 dni! Jeden komunikat dementujący drugi! Z jednego bije groza, używa się słów o „karach”, „trybie pilnym” itd. Z drugiego bije radość, „zgoda”, happy end”. Co godzinę można spodziewać się diametralnego zwrotu akcji. W końcu jest porozumienie, czy nie ma?

Czy w kurii warszawsko-praskiej jest (przepraszam kibiców z Warszawy) taki sam bałagan jak w Legii?

————————————————————————————————————–

Tygodnik Powszechny wychodzi jutro. Kliknij w baner, zobacz spis treści

10464006_10153055624804112_1758677170453313681_n

Kościół zamknięty – polemika z Jakubem Pacanem

„Ktoś zapyta, jak to w ogóle możliwe, że ksiądz katolicki widzi w środowiskach dalekich od Kościoła sojusznika w walce o człowieka” – pisze w dzisiejszej Rzeczpospolitej Jakub Pacan. I zdziwi się ten, kto przypuszcza, że Pacan swoim tekstem chce takie pytanie wyśmiać.

 Pacan dał już kiedyś wykład o swoim doświadczeniu wiary na tych samych łamach. W połowie lipca pisał, że Kongregacja Nauki Wiary jest po to, by katolik „nie błądził i nie wywarzał otwartych drzwi”. I ostatecznie pytał wtedy – jakby retorycznie – „jaki sens ma debatowanie katolików otwartych ze środowiskiem liberalno-lewicowym o sprawach dawno już przedyskutowanych w łonie samego Kościoła”.

I teraz tak. Albo autor jest wybitnie przebiegły i oczytany – i z czystą premedytacją rozprawia się z całą posoborowa tradycją dialogu – w ogóle o niej nie wspominając. Albo reprezentuje postawię zgoła odmienną, tak powszechną w środowisku prawicowym i legitymuje się niewiedzą, ignorancją i w konsekwencji – bezwstydnością.

Tekstem z dzisiejszego numeru „Rzepy” Pacan udowadnia jednak, że jest ignorantem. Po pierwsze nie przeczytał na bank encykliki „Ecclesiam suam” Pawła VI (żeby więcej pozycji nie wymieniać). Po drugie nie zna na bank propozycji Benedykta XVI – dziedziniec pogan (żeby więcej inicjatyw nie wymieniać). Po trzecie na bank nie przeczytał nic kardynała Bergoglio (żeby wspomnieć tylko o papieżu urzędującym).

1. Pacan nie może się nadziwić – jak to się dzieje, że ksiądz katolicki „walczy o godność człowieka” i dlaczego współpracuje przy tej okazji z ludźmi „spoza Kościoła”. Pacan – jak przystało na prawicowego publicystę nie widzi rzeczy takimi jakimi są. Wiadomo przecież, że każda sprawa ma drugie dno. Pacan więc wnioskuje, że skoro chrześcijański personalizm (ks. Gacka, kard. Wojtyła) upomina się o godność człowieka i o godność człowieka upomina się też lewica – to tak naprawdę chodzi obu tym nurtom nie o człowieka, tylko o „zniszczenie Kościoła”.

Pacan wypomina „księżom liberalnym”, że mają wyrzuty sumienia. Pisze: „To przecież koryfeusze liberalnej demokracji sprawili, że geje, ateiści imigranci i wszelkie inne uciskane mniejszości mogą już żyć normalnie, bez stygmatyzacji i wytykania palcem. To wprawia duchownych z tzw. nurtu  otwartego w zakłopotanie i przyprawia o wyrzuty sumienia – Dlaczego przez dwa tysiące lat Kościołowi w dziedzinie praw człowieka nie udało się to co liberałom udało się w jedno stulecie? – pytają sami siebie i w duchu liberalnej narracji próbują prać kościelne brudy”. 

Śmiem przypuszczać, że pierwszym „piorącym” – co tak nie podoba się Pacanowi jest papież Franciszek. Nie wiem czy Pacan wie, że papież Franciszek na pierwszą swoją pielgrzymkę, pojechał na Lampedusę – wyspę imigrantów. Gdyby Pacan to wiedział, znałby również słowa papieża Franciszka z tej pielgrzymki: „Prosimy Pana o łaskę płaczu nad naszą obojętnością, nad okrucieństwem, które jest na świecie, w nas, także w tych, którzy anonimowo podejmują decyzje społeczno-ekonomiczne, otwierające drogę do dramatów takich jak ten”.

Pacan zdaje się bronić tezę wedle której Kościół nie powinien upominać się o godność człowieka, bo o to walczy „salon liberalno-lewicowy” – a skoro tak, to w walce o godność człowieka Pacan upatruje źródło niszczenia Kościoła.

2. Pacan dziwi się, że w tej – skazanej na porażkę walce o godność człowieka – katolicki ksiądz barat się z ludźmi spoza Kościoła.

Polecam Pacanowi lekturę książki „W niebie i na ziemi” kardynała Bergoglio i rabina Abrahama Skórki. To dość wdzięczna forma książki. Wywiad – nie powinien przysporzyć czytelnikowi szczególnych trudności.

Papież Franciszek przekonuje, że możliwość wspólnego czynienia dobra bardziej się dla niego liczy, niż chrzest. „Kiedy spotykam człowieka niewierzącego, rozmawiam z nim o kwestiach ludzkich, ale nie przedstawiam mu od razu na wstępie problemu Boga – chyba, że zacznie sam. Mówią mu, dlaczego sam wierzę”.

Pacan pewnie odpowie papieżowi, że skoro przybiera taką postawę, to „nie ma nic do zaoferowania”. Że skoro nie chce „oferować” ateiście Boga, to nie wie czym jest Ewangelizacja. W końcu każdy ksiądz powinien być cyrkiem obwoźnym oferującym Boga w każdym powiecie. Nie przystoi mówić księdzu „rób co chcesz”.

Idźmy jednak dalej. Papież Franciszek: „Nie wchodzę w relację z niewierzącym po to, by uprawiać prozelityzm; szanuję go i pokazuję siebie takiego, jakim jestem. (…) Nie powiedziałbym komuś takiemu, że jego życie godne jest potępienia, uważam, że nie mam prawa wyrokować o jego uczciwości”.

Gdyby Pacan znał te słowa, pewnie nie widziałby Kościoła w perspektywie oazy przyzwoitości, nieskalanej grzechem, w której nie mam miejsca na wątpliwości, dialog i współpracę.

 Pacan jest dumny ze swojej wiary – bo on wierzy. Czym więc jest dla niego Ewangelizacja, jeśli nie wyjściem z Kościoła i dialogowaniem z niewierzącym?

Pacan chce nie tylko Kościoła czystego i pozbawionego wątpliwości. Pacan chce również, żeby katolik czytał wyłącznie katolickie gazety i kibicował wyłącznie katolickim drużynom piłkarskim. Dla Pacana wreszcie nie ma różnicy między dialogiem a błądzeniem. Każde wejście w dialog dla Pacana skończy się „rozmyciem wiary” i „utraceniem istoty dogmatu”. Nieśmiało stawiam tezę, że to obawy mogą wynikać wyłącznie z lęku przed własną wiarą i chyba też z braku wiary we własną wiarę.

 3. Pacan włącza się w popularny od kilku dni prawicowy nurt pisania o czterech księżach. On i jego publicystyczni sojusznicy niemal jednym tchem wypowiadają cztery nazwiska: ks. Boniecki, ks. Lemański, ks. Sowa i o. Mądel. Cała czwórka okrzyknięta już została mianem „lewaków”, „diabłów”, „szkodników”, „celebrytów” itd.

Publicyści stawiają pytania o postawę księdza wobec współczesnego świata. Sądzą, że mówienie, że strach przed Nergalem jest nieuzasadniony – to obrona szatana. Sądzą – zwłaszcza Pacan dzisiejszym tekstem – że niewierzący to chodzące zło i najlepiej to chodzące zło spalić.

Przypomnimy sobie jak Abraham spiera się z Bogiem o Sodomę i Gomorę. Bóg chce zniszczyć złe miasta, ale staje przed nim Abraham i negocjuje z Bogiem: „A jeśli znajdę tam pięciu sprawiedliwych, to zniszczysz?”. Bóg odpowiada: „Nie zniszczę!”.

Warto spalić całe złe miasto jeśli jest w nim choć pięciu sprawiedliwych? Bóg mówi nie! Przez wzgląd na tych, którzy dobrze czynią pozwala nawrócić się tym którzy czynią źle.

Jeszcze jeden przykład – niezwykle dobitny przy okazji dyskusji o Woodstocku. Jezus rozsyła swoich uczniów do miast. Okazuje się, że są takie miejsca, w których nie przyjmują apostołów. Wyrzucają ich, albo lekceważą. Co mówią uczniowie? Są rozżaleni, zawiedzeni, wkurzeni na te miasta i mówią do Jezusa: „Rzuć ogień na te miejsca”. Bóg jednak tego nie robi. Bo tam może być pierwiastek dobra, a skoro tak – to nie można go zniszczyć.

Mogą być więc dwa rodzaje kapłaństwa i relacji Kościół – Świat. Albo będziemy rzucać ogniem wszędzie tam, gdzie nie chcą nas słuchać. Albo będziemy oszczędzać te miejsca, gdzie może kryć się choć kilka procent dobra.

I na koniec ksiądz Tischner: „W ewangelicznym kapłaństwie nie chodzi o to, ile ognia kapłan potrafi ściągnąć z nieba na głowy grzeszników, ale o to, za ilu potrafi „nadstawić karku”.