Archiwa tagu: ks. Gancarczyk

Ekskluzywny Kościół ks. Gancarczyka

Redakcja Gościa Niedzielnego na jedenastu stronach swojego działu „Fakty i opinie” cztery razy zajmuje stanowisko w sprawie listu Adama Michnika i Jarosława Mikołajewskiego do papieża Franciszka.

11149348_10205730352492497_4632326677602768705_n

O sprawie pisze w edytorialu redaktor naczelny pisma, ks. Marek Gancarczyk. Opisuje najpierw liturgię Wigilii Paschalnej w rodzinnej parafii Paniówki na Górnym Śląsku. A następnie wyznaje, że poczuł irytację po lekturze listu redaktorów „Gazety Wyborczej” do Franciszka.

Pomieszanie irytacji – z jednej strony, ze wzruszeniem po liturgii – z drugiej strony – zmusiło autora do napisania kilku myśli podsumowujących zamieszanie wywołane przez Michnika i Mikołajewskiego.

Twierdzi zatem redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, że autorzy listu nie mają wystarczających kompetencji do zajmowania się Kościołem. Konstatuje ks. Gancarczyk: „Nie mają zielonego pojęcia o Kościele, ale mają odwagę – by nie użyć mocniejszego słowa – pisać do papieża”.

Argumentów przeciwko podejmowaniu prób kontaktu z Franciszkiem, ks. Gancarczyk wymienia kilka.

– Niewiedza o sprawach Kościoła

– Nieobecność na Wigilii Paschalnej

– nieuczestniczenie w budowie Bożego grobu w swojej parafii

– brak swojej parafii

– brak chrztu i praktyk religijnych

– nieprzystępowanie do spowiedzi i Komunii św. wielkanocnej

– niezapisanie się do parafialnego koła Caritas

– nieregularne chodzenie na Msze św. niedzielne.

Ten spis postaw redaktorów „Gazety Wyborczej” ks. Gancarczyk podsumowuje propozycją, by zanim autorzy napiszą list do Franciszka najpierw zapisali się do Żywego Różańca, oraz że bardziej rozumiałby list wysłany do Franciszka przez uczestników liturgii paschalnej w Paniówkach niż list dziennikarzy „GW”.

I ja pewnie nie mam odpowiednich kompetencji do zabierania głosu w sprawie. Mimo że – co prawda z trudem, ale jednak – udaje mi się spełniać wymienione w tekście kryteria wiarygodnego katolika.

Tłum

Biskup Grzegorz Ryś opowiadając kiedyś historię Zacheusza zwrócił uwagę na tłum, który skutecznie odgrodził celnika do Jezusa.

Zacheusz się wygłupił i żeby zobaczyć Jezusa – wszedł na Sykomorę. W homiliach, jeśli już księża opowiadają historię Jezusa, słyszymy najczęściej, że Zacheusz wszedł na drzewo bo był niskiego wzrostu. Jednak oprócz tego, w Ewangelii czytamy jeszcze zdanie: „Nie mógł jednak z powodu tłumu – i dopiero później – gdyż był małego wzrostu”.

Łatwo sobie wyobrazić tę scenę. Jezus Chrystus przybył do Jerycha, wokół Niego gromadzili się ludzie, pomiędzy Jezusem a „tłumem” byli uczniowie. Wszyscy tam na ziemi byli wyznawcami Jezusa. Sami Jego uczniowie przecież mieli tę frajdę, że żyli z nim na co dzień. Jedli razem z Nim. Rozmawiali. I nawet teraz, gdy Jezus może spotykać się z innymi potrzebującymi Jego wsparcia, uczniowie nadal chcą być ciągle przy swoim Mistrzu.

Uczniowie ostatecznie stają się tym „tłumem”, który skutecznie odgradza Zacheusza od Jezusa. Mimo to Jezus „spojrzał w górę i powiedział: >Pośpiesz się, bo dziś muszę zatrzymać się w twoim domu<”.

Jak historia potoczyła się dalej – wiemy doskonale.

Zacheusz przecież nie był dotychczas uczniem Jezusa. Wszedł na drzewo raczej z ciekawości. Miał odwagę – by nie użyć mocniejszego słowa – przyjąć Jezusa i jeszcze w ogóle próbować się z nim skontaktować.

Nie był też Zacheusz „człowiekiem z tłumu” – tłumu będącego tak blisko Jezusa. Tłumu posłusznego. Nie był uczniem, który regularnie jadał z Nim posiłki. Lojalny Jezusowi tłum zdziwił się później, mówiąc: „Poszedł w gościnę do grzesznika”.

Jest jeszcze jeden moment, w którym ewangelista Łukasz używa słowa „tłum”. W historii Jezusa pojawiła się kobieta, która od dwunastu lat chorowała na krwotok.

Jezus spotkał ją w Synagodze. Znów ewangelista pisze: „Gdy Jezus wrócił, powitał Go tłum, gdyż wszyscy Go oczekiwali”. I dalej: „Gdy On szedł, tłumy napierały na Niego”.

W tej atmosferze pojawia się kobieta. Czytamy więc dłuższy fragment: „Podeszła z tyłu, dotknęła frędzli Jego płaszcza i natychmiast ustał jej krwotok. Wówczas Jezus zapytał: „Kto Mnie dotknął”.

Tłum. Pewnie też taki sam tłum jaki był na „pięknej liturgii w rodzinnej parafii Paniówki” ks. Gancarczyka. Tłum napiera. Piotr zatem dziwi się absurdalnemu skądinąd pytaniu swojego Mistrza o to, kto Go dotknął i mówi: „Mistrzu, tłumy Cię otaczają i cisną się do Ciebie”.

Najpierw mówimy tak: trzeba wychodzić na peryferie. Trzeba szukać dobra u ludzi spoza Kościoła. Ewangelizować. W Piśmie Świętym jest nadzieja. Kościół szuka zagubionej owcy.
Gdy Michnik i Mikołajewski piszą list do papieża, w Kościele słyszymy: hipokryzja. Naiwni myślą, że Franciszek im odpisze. Kłamią, gdy piszą o swoim doświadczeniu wiary.

To duża pokusa, żeby Kościół traktować jako „ekskluzywny tłum” – owszem, czasem otwarty – ale tylko na siebie nawzajem.