Archiwa tagu: Franciszek

Spowiedź z segregowania śmieci

W nowym mieszkaniu, w szafce pod zlewem, zrobiłem więcej miejsca, tak, żeby zmieściły się trzy kubły na śmieci. Mimo że do jednego wrzucam szkło, do drugiego plastik, a w trzecim są pozostałe odpadki, to i tak zarządca mojego bloku nie pozwala mi segregować śmieci: w zsypie wszystko wpada do jednego pojemnika.

Podczas gdy negocjacje z zarządcą trwają, ja swoje śmieci muszę rozwozić do odpowiednich miejsc na własną rękę.

Odbył się niedawno Światowy Dzień Modlitw o Ochronię Stworzenia. Papież Franciszek w specjalnym orędziu napisał m.in.: Na tyle na ile powodujemy małe szkody ekologiczne, jesteśmy wezwani do uznania naszego wkładu, mniejszego lub większego w zaburzenia i zniszczenie środowiska. Jest to pierwszy krok na drodze do nawrócenia.

Z Franciszkiem pewnie nie zgodziłby się Harald Welzer, niemiecki psycholog i pisarz. W książce „Wojny klimatyczne” studzi zapał i przekonuje, że indywidualne działania chroniące środowisko, takie jak wspomina segregacje śmieci czy podróżowanie wyłącznie komunikacją miejską, są może i pożyteczne w kształtowaniu świadomości pojedynczych ludzi, ale pozostają bez wpływu na globalne zagrożenia katastrofami ekologicznymi.

Nie ma żadnych wątpliwości, że aby wyhamować niszczenie środowiska, potrzebne są decyzje w skali międzynarodowej. Artur Domosławski w „Wykluczonych” wymienia kraje, które to zrozumiały. Na przykład Szwajcarię, która – w myśl zasady, że kraj dobrobytu to nie taki, w którym biednych stać na samochód, ale taki, w którym bogaty przesiada się ze swojego BMW do miejskiego autobusu – od lat inwestuje w transport publiczny.

Franciszek przekonuje, że zmiany należy zaczynać od dołu. Papież oducza chrześcijan pragmatycznego podejścia do świata, w którym, jeśli natychmiast nie widać efektów naszych działań, to można z nich zrezygnować. Chrześcijanin nie musi zbawić całego świata. Powinien być ekologiczny nie tylko dlatego, że ma to wpływ globalny, ale przede wszystkim dlatego, że dbanie o środowisko jest „narzędziem do nawrócenia”. To siłą rzeczy musi przenieść się na globalną ochronę ziemi.  Pierwszym pozytywnym efektem zainteresowania się Franciszka tematami ekologii będzie to, że w konfesjonale zaczniemy spowiada się także z tego, że nie segregujemy śmieci.

Papież, który wytrącił mnie z równowagi

Fot: Jacek Taran

Fot: Jacek Taran

Papież przez cały swój pontyfikat apeluje do chrześcijan, żeby ich wiara nie polegała tylko na nawracaniu, prozelityzmie i ewangelizowaniu. Na tym oczywiście też. Ale drugi wymiar to społeczne zaangażowanie. Niezgoda na wykluczenie społeczne. Niezgoda na głód. Chrześcijanin brzydzi się wyzyskiem i niesprawiedliwością. Jak mówi siostra Małgorzata Chmielewska, chrześcijaństwo polega na posunięciu się na ławce życia. Papież nie rozróżnia uchodźców wojennych i imigrantów ekonomicznych. Mówi o tych, którzy uciekają przed wojną, ale też o tych, którym źle się żyje, cierpią głód, nie mają pracy, uciekają do innego, lepszego – ich zdaniem – życia. Jak rozumiem, papież nie zgadza się, żebyśmy traktowali tych ludzi jak oszustów. I nie odmawiali im prawa do lepszego życia.

Czeka nas jeszcze jedna „fala migracji”. Niedługo skutki zmian klimatycznych – o których papież także mówi – sprawią, że ludzie będą uciekali nie przed wojną, ani nie za pracą. Są już kraje, w których przez nasze konsumpcyjne życie na zachodzie, brakuje wody. Zmiany klimatyczne w wielu krajach sieją spustoszenie. Ludzie w nich żyjący nie mają co jeść. Będę musieli uciekać, żeby żyć – nie w europejskich luksusach. Będą musieli po prostu uciec, żeby przeżyć.

Mówimy w Polsce, że żadnych uchodźców nie zamierzamy przyjmować. Mówimy, że jeśli już, to tylko tych, którzy uciekają przed wojną.

Jak się zachowamy wobec tych, którzy przed żadną wojną nie uciekają? Co im powiemy? – Nie ma u was wojny. A to, że nie macie co jeść, i co pić, to już nie nasza sprawa.

Papież mówi, że to w sensie ścisłym nasza sprawa. To nasza wina. Kładzie na nas odpowiedzialność. W swojej encyklice Laudato si, oskarża zachodnie życie: wygodne i komfortowe, w którym rzeczy, jeśli się psują, to się je wyrzuca. To my, na zachodzie, marnujemy wodę, wyrzucamy jedzenie, nadużywamy paliw kopalnych.

Ta polska ziemia, na której żyjemy, i której tak zachłannie bronimy „przed zalewem muzułmanów”, nie jest nasza. My tę ziemię dostaliśmy. Nie mamy żadnej zasługi w tym, że urodziliśmy się na takiej, a nie innej szerokości geograficznej. Ja nie mam żadnego wkładu w to, że żyję w kraju, gdzie nie ma wojny. Nawet jeśli dziś, po latach, założę na ramię powstańczą opaskę, to nie spowoduje, że ta ziemia będzie jeszcze bardziej moja, i że będę miał jakieś większe prawo do decydowania, kto ma, a kto nie ma prawa na niej żyć. Nic wielkiego nie zrobiłem, żeby na tej ziemi nie było tak wielkiego głodu, jaki jest w innych krajach.

Papież przekuwa nasz egoizm. Mój też. Czekałem, żeby podczas tej pielgrzymi Franciszek powiedział coś, co wytrąci mnie z równowagi. Z czym się nie będę zgadzał. Co mnie zaniepokoi i da mi do myślenia. Ale On te słowa mówi non stop. Nie mówi ich do tych złych, z którymi się nie zgadzam. Mówi też do mnie. Pyta, co ja zrobiłem, żeby świat był lepszy, sprawiedliwy.

To jest więc pielgrzymka nie tylko dająca do myślenia, ale przede wszystkim prowokująca do działania.

Instrukcja obsługi papieża Franciszka

Polski rząd przygotowuje się do wizyty Franciszka w Polsce. Przedstawiciele władzy zapewniają, że Światowe Dni Młodzieży będą bezpieczne. Politycy Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie zapewniali o swoim przywiązaniu do wiary i Kościoła Katolickiego. Rządzących często widać na Mszach Świętych, pielgrzymkach itd.

Jednak już analiza ich słów prowadzi do smutnych wniosków. Mówią, jakby nie zauważyli, że trzema najważniejszymi dla Franciszka obszarami życia są uchodźcy, wykluczeni i ekologia.

Gdy więc Mariusz Błaszczak, w reakcji na dramat ofiar zamachu terrorystycznego w Nicei, mówi coś o polityce multikulti, gdy kpi z przejawów solidarności Europejczyków, a wszystko podkręca jeszcze swoimi fobiami na temat środowisk LGBT, to warto przypomnieć, jaki komunikat do wiernych Kościoła Katolickiego kieruje Franciszek – na którego tak wszyscy w Polsce czekamy.

W Evangelii Gaudium papież napisał m.in.: „Koniecznie trzeba zwracać uwagę, żeby być blisko nowych form ubóstwa i słabości, w których powinniśmy rozpoznać cierpiącego Chrystusa, nawet jeśli pozornie nie przynosi to nam żadnych namacalnych i natychmiastowych korzyści: bezdomni, narkomani, uchodźcy, ludy tubylcze, coraz bardziej samotne i opuszczone osoby w podeszłym wieku itd. Migranci są dla mnie szczególnym wyzwaniem, ponieważ jestem pasterzem Kościoła bez granic, który czuje się matką wszystkich. Dlatego wzywam kraje do wspaniałomyślnego otwarcia, które bez obawy o zniszczenie lokalnej tożsamości będzie zdolne stworzyć nowe syntezy kulturowe. Jakże piękne są miasta, które przezwyciężyły niezdrową nieufność i integrują osoby różniące się, czyniąc z tej integracji nowy czynnik rozwoju! Jakże piękne są miasta, które w swoich planach architektonicznych pełne są przestrzeni łączących, ułatwiających relację, sprzyjających uznaniu drugiego człowieka!”.

Politycy PiS będą witać się z Franciszkiem w Polsce. Mariusz Błaszczak będzie z pewnością jednym z członków delegacji. Pojawi się tam także premier Polski, Beata Szydło.

Warto mieć w pamięci, co każde z nich mówi na temat obecnego w Europie kryzysu uchodźczego.

Beata Szydło: „Poprzedni rząd zgodził się na przyjmowanie ich na zasadzie dobrowolności. My, kontynuując te deklaracje, wyraziliśmy zgodę jak pozostałe 27 krajów UE, bo rozwiązać ten najważniejszy obecnie unijny problem przez relokację. Ale powiem bardzo wyraźnie: nie widzę możliwości, by w tej chwili migranci do Polski przyjechali”.

Mariusz Błaszczak: „Decyzja rządu o przyjęciu siedmiu tysięcy uchodźców była decyzją błędną. Nie pójdziemy na żadne kompromisy. Najważniejsze jest bezpieczeństwo Polaków. Nie będziemy ulegać ideologiom związanym z poprawnością polityczną”.

Franciszek: „Każdy z was, uchodźców, kto puka do naszych drzwi ma oblicze Boga. Wybaczcie zamknięcie i obojętność naszych społeczeństw, które obawiają się zmiany życia i mentalności, jakiej wymaga wasza obecność. Traktowani jak ciężar, problem, koszt, jesteście tymczasem darem”.

SOLIDARNOŚĆ

Tymczasem wśród części polskich publicystów i polityków – zwłaszcza – prawicy, słychać narzekania i kpiny z ludzi, którzy po zamachach terrorystycznych zmieniają sobie zdjęcia profilowe, zdjęcia w tle, publikują w mediach społecznościowych unijne, belgijskie i francuskie flagi itd. „Bo przecież trzeba walczyć ze zgnilizną islamu, a nie bawić się w durną solidarność”.
Ci sami ludzie, którzy teraz na to narzekają, wcześniej nie mieli oporów, by wychodzić na ulice po katastrofie smoleńskiej, palić znicze po śmierci JP2, organizować msze święte, które w tym kraju zawsze, oprócz modlitwy, miały wymiar jednoczący i solidarnościowy.

Ludzie potrzebują gestów. Nikt z nich nie walczy z terrorystami. Są bezradni. Każdy potrzebuje gestu – nawet najbardziej irracjonalnego – żeby mieć poczucie, że nie jest sam. O to chodzi w solidarności, której chyba nie do końca rozumiecie.

Kto będzie krzyczał: „Franciszku, zostań z nami!”?

Słowa Franciszka wypowiedziane w samolocie wywołały kolejną burzę w polskich mediach. Z wypowiedzi papieża nie wynika jednak nic ponad to, że ludziom o różnych skłonnościach seksualnych, a także wyzyskiwanym kobietom i ubogim, należy się szacunek.

– Można potępić, nie z powodów ideologicznych, ale z racji postępowania politycznego, pewne manifestacje zbyt obraźliwe dla innych. Ale to nie ma nic do rzeczy – mówił papież. Chodzi o to – wskazał – że jest osoba z takimi skłonnościami, która ma dobrą wolę i szuka Boga. – Kim jesteśmy, by osądzać? – zapytał papież trzy lata po tym, gdy po raz pierwszy zadał w tym kontekście takie pytanie. Franciszek zaznaczył, że chrześcijanie powinni prosić nie tylko o wybaczenie osoby homoseksualne, „tak jak mówił kardynał «marksista», ale również ubogich, kobiety wyzyskiwane, muszą przeprosić za to, że błogosławili wiele broni, że nie towarzyszyli wielu rodzinom”.

Dlaczego przeprosić? Papież apeluje o społeczną wrażliwość, a jest sprawą oczywistą, że zawsze, gdy ktoś milczy widząc niesprawiedliwość, pogardę i prześladowanie, to do tego zła przykłada rękę.

To dziwne, że apel o szacunek odbija się w Polsce aż tak szerokim echem. Tomasz Terlikowski z okazji słów Franciszka przypomniał nawet nauczanie Kościoła w sprawie osób homoseksualnych, przekonując, że należy „bronić małżeństw i rodziny”. Trudno zrozumieć, dlaczego niby szacunek do osób homoseksualnych miałby w jakimkolwiek stopniu zagrażać małżeństwu i rodzinie. Tak samo jak trudno zrozumieć, dlaczego troska o ludzi wykluczonych, zwłaszcza troska o ludzi uciekających przed wojnami, miałaby zagrażać katolickiej Polsce.

W kolejnych wypowiedziach Franciszka, które w Polsce wywołują fale spekulacji i szereg wątpliwości, nie ma nic innego, jak tylko apele o zwykłą przyzwoitość.

Najdziwniejsze natomiast jest to, że wszystkie słowa papieża dotyczące społecznej sprawiedliwości, niezgody na wykluczenie, troski o ubogich, słabych, ofiary wojny, prześladowanych itd., kwitowane są w Polsce zdaniem: „Papież jest lewicowy”.

W Polsce „Papież jest lewakiem”, tylko dlatego, że mówi o biedzie, wykluczeniu, umowach śmieciowych, ekologii, przyjmowaniu uchodźców, wyzysku w pracy, zarobkach, nierównościach społecznych itd.

Jeśli to wszystko jest „kosmicznym lewactwem”, to ja tylko chciałem zapytać, czym w takim razie jest chrześcijaństwo?

Stawianiem murów? Sojuszem duchownych z biznesem? Paleniem kubeczkami po jogurtach w piecach? Wycinaniem lasów? Zatrudnianiem ludzi na śmieciówkach? Dokładaniem ręki do nierówności społecznych?

Coś nam się tu chyba zdrowo popieprzyło, jeśli wrażliwość społeczną nazywamy lewactwem, a za chrześcijaństwo uważamy „obronę cywilizacji przez arabami” i „obronę rodziny przed gejami”.

Z niecierpliwością czekam na wizytę Franciszka w Polsce. Wcale nie dlatego, że będzie kontrowersyjnie i śmiesznie. Przede wszystkim dlatego, że papież potrząsa sumieniami. Chrześcijaństwo to nie jest wygodna religia, w której docenia się swoich.

Pewne i jednocześnie smutne natomiast jest jedno: to będzie papieska pielgrzymka do Polski, podczas której możemy nie usłyszeć gromkiego okrzyku: „Zostań z nami!”.

Omijaj system, nieś pomoc

Ciągle myślę, że my – w Kościele – nie jesteśmy od tego, by zastanawiać się jakie polityczne kroki należy podjąć, żeby pozytywnie wpłynąć na sytuację ludzi uciekających przed wojnami. Nie jesteśmy też od tego, żeby brać udział w podpisywaniu unijnych dyrektyw walczących z terroryzmem.

12279059_10206171440392959_5779947989828482236_n

Z jednej strony dlatego, że z wielu stron Kościoła słychać, iż przyjmowanie uchodźców nie ma sensu. Nie znam się na zwalczaniu terroryzmu. Z mądrych tekstów, które staram się czytać, głównie w prasie zachodniej, wynika, że łączenie przyjmowania uchodźców z zamachami terrorystycznym nie jest takie proste. A zwłaszcza, obwinianie za zamachy uchodźców, to krzywdzący skrót myślowy.

Po drugie dlatego, że – jak wierzę – zostaliśmy powołani do czegoś innego niż uczestnictwa w politycznych negocjacjach, w których politycy decydują, który człowiek jest legalny, a który nielegalny.

Nasza wiara jest tak naprawdę w tych dziedzinach życia irracjonalna. Irracjonalna z punktu widzenia mechanizmów tego świata. To właśnie dlatego papież Franciszek tuż po zamachu w Brukseli nie powiedział wcale: „a teraz musimy zabić wszystkich uchodźców, bo oni szkodzą Europie i są terrorystami”. Pierwszą reakcją papieża po zamachach było zaproszenie do modlitwy. Prośbą o miłosierdzie. Dla człowieka, który racjonalizuje świat, ta propozycja „przywódcy Kościoła Katolickiego” może wydawać się bezsensowna, irracjonalna, pozbawiona politycznego zmysłu.

To, że jesteśmy Chrześcijanami tak naprawdę zwalnia nas z myślenia o tym, że jesteśmy powołani do zmieniania systemów i politycznych ustrojów. Jesteśmy przede wszystkim powołani do niesienia drugiemu człowiekowi pomocy – tak realnej, konkretnej, otwierającej drzwi naszych domów, jak i tej duchowej, modlitewnej, wspierającej emocjonalnie.

Stąd też uważam na przykład, że bezzasadne jest stawiania siebie przed wyborem, czy należy pomagać ludziom na ulicy, czy też nie. W haśle: „pomagać trzeba rozsądnie” – które często formułują przeciwnicy niesienia ludziom doraźnej pomocy na ulicach, kryje się często zagłuszanie swoich wyrzutów sumienia. – Nie daję, bo nie można dawać ludziom pieniędzy na ulicy, jednocześnie nie robię nic, by wpłynąć na ich los.

Jesteśmy ludźmi gestów. Myślę więc, że moim głównym zdaniem jest omijanie wszelkich systemów. Jeśli dochodzę do wniosku, że system nie działa (system pomocy, przyjmowania uchodźców, opieki nad biedakami itd.) – to mam dwa wyjścia – albo będę niósł pomoc drugiemu człowiekowi, nie patrząc jak reaguje na to system, albo będę udawał, że zmieniam system – którego nierzadko po prostu zmienić się nie da.

Chciałbym więc zrobić coś, co sprawi, że „nikt nie głoduje pod elegancką knajpą, gdzie wyrzuca się codziennie dziesiątki kilogramów resztek jedzenia; w którym bajecznie bogate pałace, rezydencje, fazendy nie będą sąsiadowały z drewniano-papierowymi favelami”. Próbując to robić od kilku lat dochodzę do wniosku, że próby wprowadzania tego przez polityczne dyrektywy nie przynosi oczekiwanego skutku. Robię wszystko, żeby samemu temu zapobiegać. Nieś tę zmianę swoimi gestami pomocy, a nie decyzjami polityków.

en_01205902_1491
Słychać też narzekania i kpiny z ludzi, którzy zmieniają sobie zdjęcia profilowe, zdjęcia w tle, wrzucają w społecznościach unijne i belgijskie flagi itd.

A ksiądz Marek Różycki pracujący w katedrze wawelskiej napisał na twitterze m.in.: „Kolorowe kredki jako sposób na walkę z islamskim terroryzmem świadczy o poziomie jaki osiągnęła „postępowa” Europa”.

Ci sami ludzie, którzy teraz na to narzekają, wcześniej nie mieli oporów, by wychodzić na ulice po katastrofie smoleńskiej, palić znicze po śmierci JP2, organizować msze święte, które w tym kraju zawsze, oprócz modlitwy, miały wymiar jednoczący i solidarnościowy.

Ludzie potrzebują gestów. Nikt z nich nie walczy – drodzy racjonalizujący prawicowcy – z terrorystami. Każdy potrzebuje gestu – nawet najbardziej irracjonalnego – żeby mieć poczucie, że nie jest sam.

Ekologiczne nawrócenie w Wielki Post. „Można żyjąc mieć niewiele, a żyć intensywnie”

Jest luty. W lutym papież zaapelował do ludzi Kościoła o wspólną modlitwę w intencji ochrony ziemi. Żeby zrozumieć, o co chodzi, trzeba zajrzeć do encykliki „Laudato Si”, w której papież wprost proponuje zmianę kilku naszych nawyków. Efektem ma być nie tylko ochrona ziemi, ale też rewolucja w naszym prywatnym życiu. No to sprawdźmy czy papież ma rację.

Wielki Post to czas wyrzeczeń i wstrzemięźliwości.

Wstrzemięźliwość kojarzy się z utratą. Wyrzec się czegoś, jest decyzją niedzisiejszą.

Papież w encyklice używa sformułowania „kompulsywny konsumpcjonizm”, i pisze, że wmawia się nam, że receptą na kryzys jest kupowanie nowych produktów.

W poprzednim tekście pisałem, że trzeba się dzielić. Bo w sumie nic nie jest nasze. A skoro nie jest nasze, dostaliśmy, wynajmujemy, to nie możemy stawać się więźniami tych rzeczy. Rzeczy, które wydaje się nam, że mamy, są tak samo nasze, jak każdego biedaka, którego spotykamy na ulicy.

Bo jeśli ja wierzę, że po życiu jest coś jeszcze, to zgromadzone rzeczy tu, na ziemi, tam, po „drugiej stronie”, w niczym mi się nie przydadzą. Żeby się dostać do nieba, nie przekupię Boga pieniędzmi. Umierając, nie zabiorę ze sobą telefonu, tego stosu książek, mieszkania, spłaconego kredytu itd. Wszystko zostanie tu na ziemi.

Myślę, że sens rzeczy jest nie w tym, żeby je gromadzić, tylko w tym, żeby je rozdawać. I Rozliczą nas nie z tych wszystkich rzeczy, które pozyskaliśmy, tylko z tych wszystkich rzeczy, które rozdaliśmy potrzebujący.

Tu jest chyba sens tych słów „mieć czy być”. Otóż być. Sorry za banał – być dobrym człowiekiem.

W Wielkim Poście tak naprawdę chodzi o to, żeby pozbywać się rzeczy.

Ktoś pozbywa się na ten czas telefonu, ktoś wyłącza Facebooka, ktoś przestaje jeść mięso, ktoś rzuca palenie.

Fajne to jest. Straszne fajne. Pozbywamy się rzeczy, wygody, komfortu, żeby złapać dystans i stać się – znów sorry – dobrym człowiekiem.

Tylko mam jedną, fundamentalną wątpliwość. Jedno kluczowe zastrzeżenie.

Czy to jest rzeczywiście wyrzeczenie? „Wyrzeczenie” nacechowane negatywnie? Otóż polecam poczytać Franciszka:

„Wstrzemięźliwość przeżywana świadomie i w wolności wyzwala nas. Nie jest gorszym życiem, nie jest mniejszą intensywnością, ale całkiem odwrotnie. W istocie tymi, którzy się bardziej rozkoszują i lepiej przeżywają każdą chwilę, są ci, którzy nie chcą wybierać tu i tam, nieustannie poszukując tego, czego nie mają, lecz doświadczają, co oznacza docenienie każdej osoby i każdej rzeczy, uczą się nawiązywać kontakt i potrafią się cieszyć z najprostszych rzeczy. (…) Można żyjąc mieć niewiele, a żyć intensywnie” (LS 223).

Z tymi myślami wchodzę w Wielki Post. Który – jak się może okazać – nie jest czasem męki, cierpienia, wyrzeczenia i utraty. Porzucenie mięsa, telefonu, facebooka itd., nie wiąże się z utratą. Wręcz przeciwnie. Im mniej rzeczy tym lepiej.

Plan na Wielki Post biorę więc od papieża: „Żyj mając niewiele, żyj intensywnie”.

1394094109post06032014-

Warto też skorzystać z innych rad Franciszka. Przeczytajcie tę encyklikę, bo ona serio wgniata w fotel. Oprócz kilku prywatnych wyrzeczeń, o których pewnie napiszę w najbliższych dniach, chciałbym też podjąć próbę „ekologicznego nawrócenia”, które sugeruje papież.

„Wychowanie do odpowiedzialności za środowisko naturalne może zachęcać do różnych zachowań, które mają bezpośredni i znaczący wpływ na troskę o środowisko, takich jak:

  • unikanie stosowania tworzyw sztucznych i papieru,
  • zmniejszenie zużycia wody,
  • segregowanie odpadów,
  • gotowanie tylko wówczas, gdy będzie można zjeść to, co ugotowano,
  • ostrożne podejście do innych istot żywych,
  • korzystanie z transportu publicznego lub wspólne korzystanie z samochodu przez kilka osób,
  • sadzenie drzew,
  • wyłączanie niepotrzebnego światła.”

 

Nie drukować maili, stać pod prysznicem połowę krócej niż dotychczas, wstawić pod zlew trzy kubły i segregować śmieci, jeść mniej, dorzucać do karmnika, nie zamawiać taksówki, posadzić kilka drzew, wykręcić połowę żarówek w mieszkaniu. – Oto plan na Wielki Post.

Ekskluzywny Kościół ks. Gancarczyka

Redakcja Gościa Niedzielnego na jedenastu stronach swojego działu „Fakty i opinie” cztery razy zajmuje stanowisko w sprawie listu Adama Michnika i Jarosława Mikołajewskiego do papieża Franciszka.

11149348_10205730352492497_4632326677602768705_n

O sprawie pisze w edytorialu redaktor naczelny pisma, ks. Marek Gancarczyk. Opisuje najpierw liturgię Wigilii Paschalnej w rodzinnej parafii Paniówki na Górnym Śląsku. A następnie wyznaje, że poczuł irytację po lekturze listu redaktorów „Gazety Wyborczej” do Franciszka.

Pomieszanie irytacji – z jednej strony, ze wzruszeniem po liturgii – z drugiej strony – zmusiło autora do napisania kilku myśli podsumowujących zamieszanie wywołane przez Michnika i Mikołajewskiego.

Twierdzi zatem redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, że autorzy listu nie mają wystarczających kompetencji do zajmowania się Kościołem. Konstatuje ks. Gancarczyk: „Nie mają zielonego pojęcia o Kościele, ale mają odwagę – by nie użyć mocniejszego słowa – pisać do papieża”.

Argumentów przeciwko podejmowaniu prób kontaktu z Franciszkiem, ks. Gancarczyk wymienia kilka.

– Niewiedza o sprawach Kościoła

– Nieobecność na Wigilii Paschalnej

– nieuczestniczenie w budowie Bożego grobu w swojej parafii

– brak swojej parafii

– brak chrztu i praktyk religijnych

– nieprzystępowanie do spowiedzi i Komunii św. wielkanocnej

– niezapisanie się do parafialnego koła Caritas

– nieregularne chodzenie na Msze św. niedzielne.

Ten spis postaw redaktorów „Gazety Wyborczej” ks. Gancarczyk podsumowuje propozycją, by zanim autorzy napiszą list do Franciszka najpierw zapisali się do Żywego Różańca, oraz że bardziej rozumiałby list wysłany do Franciszka przez uczestników liturgii paschalnej w Paniówkach niż list dziennikarzy „GW”.

I ja pewnie nie mam odpowiednich kompetencji do zabierania głosu w sprawie. Mimo że – co prawda z trudem, ale jednak – udaje mi się spełniać wymienione w tekście kryteria wiarygodnego katolika.

Tłum

Biskup Grzegorz Ryś opowiadając kiedyś historię Zacheusza zwrócił uwagę na tłum, który skutecznie odgrodził celnika do Jezusa.

Zacheusz się wygłupił i żeby zobaczyć Jezusa – wszedł na Sykomorę. W homiliach, jeśli już księża opowiadają historię Jezusa, słyszymy najczęściej, że Zacheusz wszedł na drzewo bo był niskiego wzrostu. Jednak oprócz tego, w Ewangelii czytamy jeszcze zdanie: „Nie mógł jednak z powodu tłumu – i dopiero później – gdyż był małego wzrostu”.

Łatwo sobie wyobrazić tę scenę. Jezus Chrystus przybył do Jerycha, wokół Niego gromadzili się ludzie, pomiędzy Jezusem a „tłumem” byli uczniowie. Wszyscy tam na ziemi byli wyznawcami Jezusa. Sami Jego uczniowie przecież mieli tę frajdę, że żyli z nim na co dzień. Jedli razem z Nim. Rozmawiali. I nawet teraz, gdy Jezus może spotykać się z innymi potrzebującymi Jego wsparcia, uczniowie nadal chcą być ciągle przy swoim Mistrzu.

Uczniowie ostatecznie stają się tym „tłumem”, który skutecznie odgradza Zacheusza od Jezusa. Mimo to Jezus „spojrzał w górę i powiedział: >Pośpiesz się, bo dziś muszę zatrzymać się w twoim domu<”.

Jak historia potoczyła się dalej – wiemy doskonale.

Zacheusz przecież nie był dotychczas uczniem Jezusa. Wszedł na drzewo raczej z ciekawości. Miał odwagę – by nie użyć mocniejszego słowa – przyjąć Jezusa i jeszcze w ogóle próbować się z nim skontaktować.

Nie był też Zacheusz „człowiekiem z tłumu” – tłumu będącego tak blisko Jezusa. Tłumu posłusznego. Nie był uczniem, który regularnie jadał z Nim posiłki. Lojalny Jezusowi tłum zdziwił się później, mówiąc: „Poszedł w gościnę do grzesznika”.

Jest jeszcze jeden moment, w którym ewangelista Łukasz używa słowa „tłum”. W historii Jezusa pojawiła się kobieta, która od dwunastu lat chorowała na krwotok.

Jezus spotkał ją w Synagodze. Znów ewangelista pisze: „Gdy Jezus wrócił, powitał Go tłum, gdyż wszyscy Go oczekiwali”. I dalej: „Gdy On szedł, tłumy napierały na Niego”.

W tej atmosferze pojawia się kobieta. Czytamy więc dłuższy fragment: „Podeszła z tyłu, dotknęła frędzli Jego płaszcza i natychmiast ustał jej krwotok. Wówczas Jezus zapytał: „Kto Mnie dotknął”.

Tłum. Pewnie też taki sam tłum jaki był na „pięknej liturgii w rodzinnej parafii Paniówki” ks. Gancarczyka. Tłum napiera. Piotr zatem dziwi się absurdalnemu skądinąd pytaniu swojego Mistrza o to, kto Go dotknął i mówi: „Mistrzu, tłumy Cię otaczają i cisną się do Ciebie”.

Najpierw mówimy tak: trzeba wychodzić na peryferie. Trzeba szukać dobra u ludzi spoza Kościoła. Ewangelizować. W Piśmie Świętym jest nadzieja. Kościół szuka zagubionej owcy.
Gdy Michnik i Mikołajewski piszą list do papieża, w Kościele słyszymy: hipokryzja. Naiwni myślą, że Franciszek im odpisze. Kłamią, gdy piszą o swoim doświadczeniu wiary.

To duża pokusa, żeby Kościół traktować jako „ekskluzywny tłum” – owszem, czasem otwarty – ale tylko na siebie nawzajem.

Niech to będzie niespokojny rok

Krzysztof Krauze w jednym z wywiadów powiedział, że przeprowadzka, zmiana miejsca zamieszkana, przemieszczanie się, osiadania w nowej rzeczywistości, jest zmianą przeznaczenia.

bs

W Kościele z przeznaczeniem mamy słuszny problem. Natomiast od rozpoczęcia pontyfikatu Franciszka nie mamy w Kościele problemów z wychodzeniem ze starej rzeczywistości i szukaniem nowych przestrzeni w których chcemy działać.
Na koniec roku, razem z przyjaciółmi z Tygodnika Powszechnego serwujemy czytelnikom nową jakość. Stworzyliśmy nowy serwis internetowy. Wraz z tą zmianą, zmienia się również blog.

Byliście tu – drodzy czytelnicy – aktywni od samego początku. Zebraliśmy wspólnie w ubiegającym roku ponad 400 złotych na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Wymienialiśmy się komentarzami. Wysyłaliśmy do siebie maile. Poprawialiśmy się, gdy zauważaliśmy błędy. Stworzyliśmy ciekawą przestrzeń w internecie. Świat w którym wskazywaliśmy dobre i złe strony Kościoła i wiary. To pozostanie. Zmienia się tylko materia, która w mojej ocenie jest przyjaźniejsza i ułatwia lekturę.

Na podsumowania i składanie sobie życzeń pewnie przyjdzie jeszcze czas. Tymczasem proszę Was – rozgośćcie się na tym blogu. Zwróćcie uwagi na niedociągnięcia, dajcie mi o nich znać. I bawcie się dziś wieczorem szampańsko.
Jedno życzenie, które chciałbym żeby zrealizowało się w moim życiu. A jeśli macie na to ochotę, to niech spełni się również w Waszym nadchodzącym roku.
W noworocznym numerze Tygodnika Powszechnego rozmawiam z Konradem Kruczkowskim o ojcostwie.

Są takie rozmowy, które wywierają duży wpływ na pytającego, odpowiadającego i czytającego. Ja po rozmowie z Konradem wyszedłem w jakimś tam stopniu odmieniony. Nie była to rewolucja, nie był to zwrot, ale był to wyjątkowy materiał do zweryfikowania swoich planów, swojego życia, siebie jako mężczyzny, ojca, przyszłego ojca…
Życzę wam, żeby ten rok był niespokojny. Pełen zawirowań. Żeby się coś wywracało. Żeby była w nim dynamika. Żebyście wychodzi poza swój komfort.