Archiwa tagu: boliwia

Samo gęste życie

Od kilku miesięcy jemy z bezdomnymi zupę na Plantach. Gotujemy, później wsiadamy na rowery, jedziemy na Planty i jemy.

W związku z rozlewaniem tej Zupa na Plantach nabrałem automatycznie zupowej metaforyki. Edek, gdy przychodzi z miską, mówi na przykład: „Błażku, Błażku, daj gęstego”. A Rysek z kolei: „Daj z dna. Z dna jest samo dobre”.

Natomiast podczas gotowania czasem zdarza się, że kierownik gara krzyczy: „ej, niech ktoś zdejmie szumowiny”.

Szymon Hołownia napisał w felietonie, a teraz w katolickim internecie toczy się dyskusja, czy Helena Kmieć, misjonarka, która zmarła w Boliwii, nie powinna przypadkiem zostać ogłoszona świętą natychmiast.

Pod felietonem pojawiły się kąśliwe komentarze, że przecież Helena nie zginęła „broniąc wiary”, tylko podczas „ataku na tle rabunkowym” i to, jak zginęła, nie ma nic wspólnego z męczeństwem.

Ja tam się słabo znam na tych świętościach i błogosławieństwach. Nie wiem jak innym, ale mi te zdarzenia z Boliwii uświadomiły, że to „gęste życie” i to „życie z dna”, jest zupełnie gdzieś indziej.
Że gdy zapytasz jakiegoś laika o Kościół, wiarę, doświadczenie młodych ludzi w Kościele, to usłyszysz pewnie, że biskupi, gender, pieniądze, biznes, samochody.

Tak cyniczny, żeby powiedzieć, że „jakaś śmierć ma sens”, nie jestem. Ale te kilka dni po śmierci Heli, kiedy nagle portale pisały o pięknej, czystej, takiej, ja wiem, nieskazitelnej, dziewczynie, która gdzieś tam, poza wielkimi opowieściami o publicystyce katolickiej, poza „głównym nurtem”, poza telewizjami, decyduje się jechać na drugi koniec świata, żeby pomagać dzieciom, że to wszystko jest dowodem, że świat, ten gęsty, jest gdzieś indziej.

Że gęste życie z dna toczy się poza dyskusjami wielkich ekspertów.

To, jak żyła Helena, to jest samo gęste. To, jak my czasem żyjemy, to jest czasem tylko zdejmowanie szumowin.

Hela, jakkolwiek to brzmi, taka jesteś piękna i czysta, dzięki!