Archiwa tagu: bieda

Nie upupiajmy miłosierdzia

Nie chodzi o lewicę, prawicę, komunizm, socjalizm czy nacjonalizm. Każda systemowa legitymacja chrześcijaństwa jest zacieraniem tego, co w tej wierze jest najważniejsze. A najważniejszy jest Jezus Chrystus schowany gdzieś w każdym człowieku.

12637358_10207654380952006_2045713411_o
Organizatorzy Światowych Dni Młodzieży nie mają łatwego zadania. Zrobić z archaicznego, niemodnego słowa „miłosierdzie” oryginalną propozycję dla młodzieży z całego świata, to nie jest prosta sprawa.

Zwłaszcza że w Kościele w Polsce nic tak nie zagrzewa publicystów i części katolików do walki, jak spór między sprawiedliwością a miłosierdziem. Nic tak nie pasjonuje, jak zastanawianie się, czy Bóg jest „sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze”, czy raczej jest „Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata”.

Siostra Chmielewska, u której właśnie mieszkam, i od której uczę się niesienia pomocy, o Zochcinie, Nagorzycach, Jankowicach mówi: biedaholding.

Rozsypane po świętokrzyskich wioskach domy dla biedaków to małe przedsiębiorstwa, w których – rzecz jasna – nie chodzi o zarabianie pieniędzy, tylko o niesienie ludziom pomocy.

W tej republice biedaków nic by się nie udało, nie wyciągnięto by nikogo z biedy, nie dodano by nikomu godności, gdyby nie dawało się ludziom szansy. Drugiej szansy. Piątej szansy. Każdej kolejnej szansy.

Gdyby patrzeć na każdego biedaka wyłącznie z perspektywy grzechów które popełnia, odbierając mu jednocześnie możliwość udowodnienia zmiany w życiu, wszyscy by przepadli.

Do biedaholdingu wrócił niedawno tutejszy włóczęga. Facet trafił tu pierwszy raz kilka lat temu. W Zochcinie stanął na nogi. Pomieszkał chwilę, po czym zniknął. Historia pojawiania się i znikania powtarzała się wielokrotnie.

Ostatnio wrócił przemoknięty, zmarznięty, po kolejnym ciągu alkoholowym. Tak po ludzku może człowieka szlag trafić. Na usta od razu cisną się słowa: „a nie mówiłem!”. Albo: „skoro jesteś taki mądry, wydaje ci się, że dasz sobie radę sam, to my cię tu nie trzymamy”.

I można tak oczywiście powiedzieć. I są tacy, którzy tak mówią. Tylko że tu się tak nie mówi. Tu się wie, że jak za oknem pizga i jest minus 10 stopni, to nawet najbardziej irytujący biedak musi znaleźć dla siebie miejsce. Dostać kawę i papierosy.

Najbardziej pokiereszowany, zniszczony grzechem człowiek w republice biedaków znajdzie swoje miejsce.

Po pierwsze dlatego, że wierzymy tu, że w każdym z tych biedaków siedzi Jezus Chrystus.

Po drugie dlatego, że zwykła ludzka przyzwoitość nie pozwala na zamknięcie drzwi przed takim biedakiem.

Po trzecie dlatego, że chrześcijaństwo którym się kierujemy, tym się różni od wymienionych na początku systemów, że ono właśnie nie jest systemem.

Każdy system – prędzej czy później – wykluczy. Każdy system wyrzuca kogoś na margines. A chrześcijaństwo – to fundamentalne – samo w sobie jest marginesem. Chrześcijaństwo jest marginesem dla marginesu. Nie wyklucza.

Dlatego ci wszyscy ludzie, którzy w niesieniu pomocy kierują się przyzwoitością i chrześcijaństwem mogą przypominać trochę frajerów.

Frajerstwem jest niezamykanie klatek schodowych, w których grzejniki mogą dać chwilę wytchnienia bezdomnym. Takim samym frajerem jest ksiądz, który włącza na noc ogrzewanie w kościele i otwiera jego drzwi. Frajerstwem jest – o czym pisał niedawno w świetnym wpisie Konrad Kruczkowski – zostawianie w biletomatach reszty – 20 groszy, które nam się mogą nie przydać, a dla biedaka mogą zamienić się w bułkę na śniadanie.

Frajerstwem jest też zostawianie jedzenia w galeriach handlowych na stole. Nie, nie po to, żeby zmęczone sprzątaczki same je sprzątnęły.

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile osób może najeść się resztkami po was. Nie widzicie biedaków w galeriach handlowych tylko dlatego, że doszli już do perfekcji w unikaniu konfrontacji z tamtejszymi ochroniarzami. Ale oni tam są i modlą się, żebyście nie zjedli wszystkiego i nie wyrzucili tych resztek do śmietnika.

Pisałem niedawno w „Tygodniku Powszechnym”, że przed Światowymi Dniami Młodzieży mamy szansę na „ekologiczne nawrócenie”, o które apeluje Franciszek. Ale mamy też szansę stać się frajerami, którzy niosą drugiemu człowiekowi pomoc.

Stąd – z biedaholdingu – można dojść do prostego wniosku.

Spór o sprawiedliwość i miłosierdzie, który toczy się gdzieś w katolickich internetach nie dociera do istoty sprawy.

Sprawiedliwość w miłosierdziu polega tylko na tym, żeby równo dzielić po ludziach miłosierdzie.
A to jest cholernie trudne. Zapomnieć o sobie i dać komuś innemu. Sprawiedliwie – dla wszystkich i po równo – dzielić się miłosierdziem.

To jest ten radykalizm miłosierdzia, którego często nie dostrzegają fani Bożej Sprawiedliwości.

Problemy księdza Jacka Stryczka

Pomaganie nie musi polegać na pouczaniu. Nie każdy jest tak zaradny jak ksiądz Stryczek, nie każdy jest tak przedsiębiorczy. Zmiana myślenia ludzi, którzy potrzebują pomocy, to tylko jeden z etapów wyciągania ich z biedy.

stryczek
Ks. Stryczek w energicznym i emocjonalnym filmiku zamieszczonym w serwisie YouTube opowiada dlaczego pomaga. W swojej książce, w cotygodniowych felietonach w Gościu Niedzielnym albo wywiadzie z Tomaszem Kwaśniewskim w Dużym Formacie często używa słów takich jak „zaradność”, „pracowitość”, „inicjatywa”, „potencjał” „przedsiębiorczość”, „branie spraw w swoje ręce”. W tego typu „słowach kluczach” szuka recepty na zaradzenie problemom ludzi ubogich, bezdomnych, bezrobotnych. Przekaz ks. Stryczka brzmi tak: „bieda jest w głowie. Zdarza się, że są dobrzy i źli biedni. Tym drugim nie należy pomagać. Każdy może wyjść z biedy, wystarczy być pracowitym i wyjść z inicjatywą”.


Z samego wywiadu dla Dużego Formatu można wypisać kilka diagnoz ks. Stryczka. W mojej ocenie cokolwiek powierzchownych i krzywdzących:

„Nie mam pojęcia, dlaczego dzielenie się miałoby być właściwe. Przecież każdy podpisuje umowę o pracę i w tym momencie ustala warunki wynagrodzenia. A jak mu to nie odpowiada, to zawsze może odejść”.

„Dla mnie to wcale nie jest takie oczywiste, że dawanie, rozdawanie, jest najlepszym sposobem na zagospodarowanie nadwyżki. No bo kiedy nasz świat jest lepszy? Wtedy, kiedy wszyscy mają tyle samo, czy też kiedy wszyscy są zaradni? Uważam, że nasz kraj byłby dużo lepszy, gdyby wszyscy byli zaradni i potrafili zarabiać. To jest dla mnie idea lepszego świata”.

W jaki sposób ks. Stryczek radzi sobie z biedą? Niech odpowiedzią będzie przytoczona przez niego historia:

„Pamiętam spotkanie z pewną kobietą, która pracowała w ten sposób, że żebrała. Dzwoniła po wszystkich domofonach na plebanii, akurat ja wyszedłem, i ona mówi, że potrzebuje pieniędzy. Bo jest głodna, i ona, i dzieci. A ja mówię, że nie daję.

„Jak to?”.

„Po prostu”.

„Ale ty przecież jesteś księdzem!”.

„No właśnie dlatego, że jestem księdzem, to nie daję. Bo wiem, jak to działa. Dlaczego ja mam panią utrzymywać?

Pani jest młoda, powinna iść do pracy i pracować. Ja mam pracować, żeby pani nie musiała pracować? Dlaczego pani mnie szantażuje?”.

Trudno co prawda wskazać klarowną wizję prezentowaną przez ks. Stryczka. Bo – choćby w samym filmie – pojawia się szereg przekonujących argumentów („bieda wynika z barier społecznych i braku równowagi”), to jednak przemieszane są one z tezami, które ciężko zrozumieć.

1.
Zanim znajdzie się receptę na eliminację biedy, trzeba postawić pytanie o jej źródła. Niewiele osób stawia sobie to pytanie. Oscar Romero miał powiedzieć kiedyś: „gdy daję ubogim chleb, nazywają mnie świętym, gdy pytam dlaczego tego chleba nie mają, nazywają mnie komunistą”. Ks. Stryczek, gdy kończą mu się argumenty, odnosi się do „katomarksizmu” – podkreślając, że interpretacja świata przedstawiona przez Marksa i lewicujących teologów jest z gruntu niewłaściwa. Czasem można mieć nawet wrażenie, że w tezach głoszonych przez ks. Stryczka wcale nie chodzi o zrozumienie istoty biedy, ale o samą walkę z marksizmem.
Ks. Stryczek o źródła biedy pyta. Znalazł na to pytanie odpowiedź. Problem w tym, że to odpowiedź niewystarczająca, krzywdząca, nieprawdziwa.

Źródła biedy mogą leżeć w konkretnym biedaku, który jest niezaradny, leniwy, pozbawiony ambicji i chęci walki o sukces. Tak chce na to patrzeć ks. Stryczek.

Z drugiej strony jest system – zatrudnienia, edukacji, relacji międzyludzkich – który tworzymy jako społeczeństwo. Zatem bieda może również wynikać z wykluczenia, braku równości, źle działającego systemu, który eliminuje tych, którzy nie żyją zgodnie z wartościami jakie ten system ceni. Nie jest więc tylko – jak to sugeruje ks. Stryczek – że za ubóstwo odpowiada niezaradności biednych.

Dla ks. Stryczka ważny są podział na biednych i bogatych, silnych i słabych. Wymiana między światem biednych i bogatych biegnie – w wizji ks. Stryczka – tylko w jedną stronę. Biedny ma uczyć się od bogatego – pracowitości, zaradności, innowacyjności – wartości cenionych przez system – system, dodajmy, stworzony raczej przez silnych niż słabych. Zatem – bogaty ks. Stryczek mówi: Gdy biedny będzie taki sam jak ja, to świat będzie piękniejszy.

Zasada wymiany skierowana w drugą stronę w wizji ks. Stryczka nie istnieje. Świadczyć o tym może choćby żartobliwe i powiedziane z przekąsem zdanie w filmie: „Gdy już stanę na tej górze – mogę powiedzieć do każdego – Ty też możesz się podnieść”.

Po pierwsze więc założenie jest błędne. Bo wymiana powinna działać w dwie strony. I bogaty może uczyć się od biednego. I biedny od bogatego. Tego chce świadoma i ideowa lewica postulując np. przestrzeń wspólną w miastach. Im więcej miejsc, gdzie przenikają się różne grupy społeczne, tym większe zrozumienie siebie nawzajem. Im łatwiej tworzyć nam getta bogatych (osiedla strzeżona) i getta ubóstwa (blokowiska, bloki socjalne) – tym trudniej o wspólnotę i współpracę – choćby na rzecz tworzenia lepszego systemu.

Po drugie różnica polega na tym, że silni – tacy jak ks. Stryczek – potrafią wpływać na system, modernizować go, naprawiać i tworzyć. To silni i bogaci podporządkowują sobie system. Od silnych i bogatych zależy jak ten system wygląda. Słabi – biedni – takich możliwości nie mają.
Propozycja ks. Stryczka do biednych – stańcie się tacy jak bogaci, znaczy tyle co: stworzyliśmy system. System działa na naszych zasadach. Przyjmijcie nasze zasady, wejdźcie w obieg systemu. W którym liczy się zysk, konkurencyjność i produkcja, a miej liczy się solidarność, równowaga i twórczość.

2.
W wywiadzie w Dużym Formacie ks. Stryczek sam zwraca uwagę, że należy pamiętać iż każdy z ludzi jest inny. „Mamy nawet inne żołądki” – mówi ks. Stryczek. Niestety z tej przesłanki nie wyciąga oczywistego wniosku, że skoro każdy z nas jest różny, to też nie każdy może być pracowity, zaradny, konkurencyjny.

Na jednym z obrazków krążących w internecie widziałem taką scenę. Trwa egzamin w dżungli. Za stołem siedzi zwierzę-egzaminator. Przed stołem zwierzęta-uczniowie – wśród nich: słoń, małpa, sowa, wąż itd. Dołem zdjęcia podpis: „w związku z tym, że nasza szkoła jest sprawiedliwa i stawia na równość, każde ze zwierząt będzie musiało zaliczyć jedno i to samo zadanie egzaminacyjne. – Waszym zadaniem jest wspiąć się na drzewo”.

Takiego rodzaju „równości” i „sprawiedliwości” – zdaje się – oczekuje ks. Stryczek.
Dlaczego to nie może działać i dlaczego to nie jest sprawiedliwe? Bo – przepraszam – słoń nie da rady wspiąć się na drzewo, na które z powodzeniem wspina się małpa.

Rodzimy się w różnych domach. W różnych środowiskach. Z różnymi cechami i umiejętnościami. Nie można więc nakładać na każdego takich samych zadań i mieć takie same oczekiwania. Teza że każdy może być zaradny jest powierzchowna, bo nie pamięta o biedzie dziedziczonej z pokolenia na pokolenie, o biedzie strukturalnej, kulturze biedy itd.

Zapytałem kiedyś siostrę Chmielewską, dlaczego ja w zasadzie mam pomagać innym. Odpowiedź jest oczywista. I jest doskonałą odpowiedzią na tezy głoszone przez ks. Stryczka: – Nikt panu tego nie każe – mówi s. Chmielewska. – Przede wszystkim to naprawdę nie jest pana zasługą, że siedzi przede mną młody facet, któremu się w życiu powiodło, ma zdrową główkę, dwie rączki i nóżki. Teraz niech się pan porówna do faceta, który siedzi tu, obok, mieszka ze mną od lat. Nazywa się Artur. Jest niepełnosprawnym autystykiem z ciężką padaczką. Urodził się w nieodpowiednim miejscu. To nie jest pana zasługa, że widać między wami różnice. Pan zaciągnął dług. Z punku widzenia chrześcijańskiego ma pan jakieś zadanie do wykonania. Dług, który trzeba spłacić. Bo to nie pan o tym decydował. Pan to dostał. Więc jeśli ktoś dostał więcej, to znaczy, że od niego trzeba wymagać więcej.

3.
Zauważalny jest dysonans pomiędzy tym, co głosi, a tym, co robi ks. Stryczek. Szlachetna Paczka to cały szereg cennych rozwiązań przydatnych w organizowaniu pomocy. Kluczowe jest pytanie kierowane do potrzebujących o to, czego rzeczywiście potrzebują. Wielu z nas, niosąc pomoc, traci z perspektywy osoby potrzebujące skupiając się na samym geście pomocy. Jeden z moich przyjaciół chciał pomóc kiedyś kobiecie proszącej o „coś” do jedzenia. Weszli więc razem do sklepu, kobieta wybrała masło, wędlinę, kilka warzyw. Kiedy poszli do jej domu okazało się, że kobieta ma tam kilka bochenków chleba. – Skąd to – zapytał kolega. – Ludzie, gdy słyszeli moją prośbę o pomoc, od razu kupowali chleb. Zdarzało się więc, że miałam kilka bochenków chleba, ale nie miałam z czym go zjeść.

Szlachetna Paczka pyta o potrzeby. Jednocześnie lansuje tezę, że w pomaganiu chodzi o – przepraszam za powtórzenie utartej teorii – dawanie potrzebującym wędki a nie ryby. Przeprowadziłem kilka tygodni temu wywiad z Miszą Tomaszewskim, który zasygnalizował jednak pułapkę tej teorii. „Nie można dawać komuś wędki, podczas gdy nie ma gdzie łowić ryb”. Tu ważny jest pierwiastek społeczny i polityczny. Jeśli mamy bezrobocie i zakłady pracy upadają, nie możemy za to obwiniać bezrobotnych. Żeby teoria z wędką się sprawdziła musimy dołożyć starań by w okolicy funkcjonował zakład pracy.

Ks. Stryczek ma wątpliwości co do sensowności dzielenia się. Deficytem naszych czasów jest słabnąca wola do solidarności międzyludzkiej. Stygmatyzujące przekonanie, że bieda wynika z nieporadności biednych, może być szkodliwa gdy na słowa ks. Stryczka spojrzymy przez pryzmat edukacyjny. Zwłaszcza gdy sensu w dzieleniu się nie widzi ksiądz. Nie chcę uderzać w duchownego oderwanymi z kontekstu fragmentami Pisma Świętego. Warto jednak pamiętać o tym, co czytamy w Dziejach Apostolskich: „Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeb”.
/Dz 2,44-45/.