Archiwa tagu: Betlejem

Bóg gender. „Biskupi na Boże Ciało”

Spacerując po ulicach Betlejem nie sposób myśleć o in-vitro. Patrząc na wędkarzy łowiących ryby przy brzegu Jeziora Galilejskiego na myśl nie przychodzą spory o gender. W Kafarnaum, dotykając niemal ścian domu Szymona Piotra, trudno zastanawiać się czy polskie sklepy powinny być otwarte w niedzielę.

Prze ostatni tydzień podróżowałem autostopem po Izraelu. Kraj, który można zwiedzać na kilka sposobów. Z jeden – strony politycznie. Z drugiej – społecznie. Z trzeciej – religijnie. I ja właśnie starałem się podróżować na ten trzeci sposób: chciałem w miejscach istotnych dla duchowego doświadczenia czytać fragmenty Pisma Świętego a podczas modlitwy wspomagać się rozważaniami spisanymi przez mądrzejszym ode mnie.

Niestety, w drodze z Jerozolimy do Betlejem zgubiłem gdzieś swoje „duchowe podręczniki”: Kilka luźnych kartek z osobistymi przemyśleniami, do tego Pismo Święte, notatki Karola de Foucauld, Oscara Romero i biskupa Rysia.

Musiałem więc ratować się telefonem i Internetem. Łapiąc przed betlejemską świątynią Wi-Fi pomyślałem, że skoro już korzystam z Internetu – poszerzę grono duchowych kierowników. Wpisałem więc w wyszukiwarkę (raczej z ciekawości i trochę z przekorą) hasło – biskupi na Boże Narodzenie. Klikając „szukaj” – wiedziałem już, że to był błąd.

Do prawdy trudno jest tam – siedząc w miejscach dla wiary szalenie istotnych – korzystać z propozycji jakie dają polscy biskupi. Wszyscy wokół przekonując, że w kazaniach o in-vitro, gender, konwencjach politycznych nie ma nic złego. Bo przecież duchowni muszą głosić prawdy moralne. Ale naprawdę trudny to wysiłek, gdy chodząc po ulicach Betlejem szuka się logiki w powiązaniu narodzin Jezusa Chrystusa z krytyką metody in-vitro.

Trudno myśleć o gender, gdy stoi się na brzegu Jeziora Galilejskiego. Trudno myśleć o „deprawacji młodzieży” stojąc w synagodze w Kafarnaum, w którym Jezus dokonał tylu cudów.

Trudno myśleć o tym tam, w Izraelu – trudno też myśleć o tym tu, w Polsce.

Czwartkowe procesje Bożego Ciała dowiodły, że w kraju ciągle bez zmian.

Duchowo w Polsce jesteśmy więc sierotami. Przypuszczam, że niewielu jest wiernych, którzy wracając po procesji Bożego Ciała – gdzie usłyszeli znów krytykę konwencji o przemocy – na własną rękę szukają wyjaśnienia czym jest Eucharystia.

Słysząc ciągle o tym, czego boją się biskupi, nie mamy doświadczenia wiary. Gdyby porównać częstotliwość z jaką biskupi opowiadają o swoim strachu przed światem z momentami, gdy mówią o istocie wiary, to można mieć wrażenie, że Zbawienie, historia Jezusa, modlitwa – nie mają żadnego znaczenia.

Ale też wcale nie chodzi o to, że nie wyjaśniają nam o co chodzi w wierze. To już czasem trzeba robić na własną rękę – szukać tych, którzy to robią. Słuchać tych, dla których gender – wobec mocy i dobroci Boga – jest niczym.

Problemy są więc dwa. Po pierwsze – pewnie nie wielu jest wśród nas tych, którzy szukają na własną rękę. Po drugie – wierni nie są traktowani przez swoich pasterzy poważnie.

Do czego to prowadzi? O. Tomasz Grabowskiego OP napisał kiedyś na blogu „List na Wielki Post. Do kapłanów”. Tekst jest listem od jego znajomej i brzmi tak: „Poszłam na naukę przed Sakramentem Chrztu. Trwała godzinę. Prowadzący ją ksiądz ani razu nie spojrzał na obecnych. Nie zadał nam żadnego pytania. Podstawowe informacje o historii tego sakramentu, nie o jego istocie, czy momencie, w którym został ustanowiony, przeczytał z kartki. Zajęło to 7 minut. Czytał, że dawniej chrzczono dorosłych, dopiero później zaczęto chrzcić dzieci. I że chrzest >wypędza z nas szatana<, ale >to nie znaczy, że te małe aniołki są opętane<, ze względu na grzech pierworodny, gdy rodzimy się, więcej w nas zła niż dobra i bardziej należymy do sił złych… W pozostałym czasie dowiedziałam się też, że w kościele nie należy żuć gumy, nie należy rozmawiać, czym jest zakrystia (to miejsce, gdzie ksiądz się przebiera), że dziecko nad chrzcielnicą należy trzymać główką w dół, to znaczy nóżkami do góry, po to by woda spłynęła (inaczej nie spłynie). Co jeszcze? Wyjaśnił znaczenie słowa >chełpić się< i że Kościół to nie tylko >papież nasi biskupi i księża… no i jeszcze jacyś zakonnicy<. Czy mam pisać dalej, czy już jest Ci przykro? (…) To nie skarga. Bardziej wyraz złości. Ze mną jest trochę tak, jak w wierszu Różewicza:  >Życie bez Boga jest możliwe / Życie bez Boga jest niemożliwe<. Ale taki dzień jak dziś zmusza do odejścia. Do zamknięcia się na kolejne kilka lat. To nie jest tylko moje odczucie. To samo mówiła bratowa, mój brat nie mówił nic. Przeprosili mnie za >wczorajszą traumę<, było im wstyd. Bo ile my mamy lat, żeby mówić nam o gumie do żucia… I tu nie chodzi o to, że niczego nas nie nauczyli, nie dali szansy, by coś przeżyć, ale w sumie w jakiś sposób nas obrazili – naszą godność i inteligencję”.

Pasterze, z dnia na dzień, z roku na rok, wyrzekają się roli bycia przewodnikami po wierze, a stają się przewodnikami po swoim strachu.