Sprawa dla reportera i pogarda dla Disco polo

Owszem, disco-polo to grafomania, tandeta i obiektywne zło. Ale gorsza od disco-polo może być jeszcze pogarda wobec ludzi, którzy tej muzyki słuchają.

9003663-zenek-martyniuk-w-sprawie-dla

„Jakże duże było zdziwienie publiczności, gdy jeden z ostatnich odcinków >Sprawy dla reportera< postanowiono uatrakcyjnić występem Zenka Martyniuka” – przeczytałem dziś na portalu „dziennik.pl”.

Ponadto, Krzysztof Majak, na portalu Natemat.pl opisał występ gwiazdy disco polo w telewizji używając do tego sarkastycznej frazy, twierdząc, że takie zabiegi szefów telewizji to „walka o widza” i – jakie to zabawne – „dobra zmiana”.

No więc, po pierwsze, to strasznie smutne, że dziennikarze nie oglądają „Sprawy dla reportera”. Gdyby oglądali, wiedzieliby, że takie występy gwiazd disco polo są w ofercie programu na porządku dziennym. Reżyserzy programu zapraszają muzyków na prośbę bohaterów, których historie pokazuje prowadząca, Elżbieta Jaworowicz.

W tym wypadku Zenek Martyniuk zaangażował się w pomoc finansową na operację dziecka z chorym oczami.

Gdyby dziennikarze oglądali „Sprawę dla reportera”, wiedzieliby także, że problemy klasy średniej z wielkich miast – które to problemy ci dziennikarze opisują regularnie (ostatnio na portalu natemat.pl czytałem, że że kolejka do słynnej warszawskiej naleśnikarni jest za długa) – są problemami, przepraszam, śmiesznymi.

Gdyby dziennikarze oglądali „Sprawę dla reportera”, wiedzieliby, że mieszkańcy podwarszawskich miasteczek, których tak łatwo i pogardliwie nazywa się „słoikami”, żyją w warunkach dla klasy średniej często spartańskich.

Gdyby dziennikarze oglądali „Sprawę dla reportera”, wiedzieliby, że w 2016 r., w Polsce, kilkaset tysięcy dzieci niedojada, ludzie mieszkają bez ogrzewania i ciepłej wody. Że są matki wychowujące kilkoro dzieci, pracujące na trzy etaty, do pracy dojeżdżają dziesięć kilometrów rowerem, a i tak nie starcza im na najbardziej podstawowe potrzeby.

Gdyby dziennikarze z Warszawy oglądali regularnie „Sprawę dla reportera”, wiedzieliby także, jak bezduszne potrafią być urzędy w małych miastach, jak kiepsko działa system pomocy socjalnej, jak bardzo ludzie, którym od 26-lat wmawia się, że „mogą wziąć sprawy w swoje ręce”, potrafią walczyć o swoje, nie patrząc na kompromitację i upokorzenie.

Po drugie natomiast – wracając do muzyki disco polo – wiem, że klasa średnia z wielkich miast, za punkt honoru obrała sobie robienie żartów z ludzi słuchających tej muzyki. Że klasa średnia śmieje się z „Rolnika, który szuka żony” i z ludzi, którzy są fanami programu „Jaka to melodia”. Ja wiem, że klasa średnia gardzi „tandetą”, „kiczem” i „wieśniakami”. Że klasa średnia słucha tylko dobrej muzyki, ogląda dobre seriale, filmy i spektakle teatralne.

Natomiast, droga klaso średnia, w swoim niepohamowanym rozwoju kulturalnym i ze swojej wyższości intelektualnej, spróbuj czasem życzliwie spojrzeć na tych wieśniaków i słoików, opisywanych w „Sprawie dla reportera”. Spróbuj zrozumieć, że oni żyją tuż obok, mają swoje problemy, radości, zmartwienia i sukcesy. Że mogą zakochiwać się przy dźwiękach disco-polo, bawić się podczas oglądania kabaretów, tańczyć na festynach i dożynkach. Że nie oglądają amerykańskich nowości serialowych, nie bywają w teatrze, do kina jeżdżą raz w miesiącu, jeśli taki wyjazd zorganizuje lokalny Dom Kultury itd. Spróbuj spojrzeć życzliwie i zrozumieć, że to też są Polacy.

I owszem, disco polo to grafomania, tandeta i obiektywne zło. Ale gorsza od disco polo może być jeszcze pogarda wobec ludzi, którzy tej muzyki słuchają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.