Problemy księdza Jacka Stryczka

Pomaganie nie musi polegać na pouczaniu. Nie każdy jest tak zaradny jak ksiądz Stryczek, nie każdy jest tak przedsiębiorczy. Zmiana myślenia ludzi, którzy potrzebują pomocy, to tylko jeden z etapów wyciągania ich z biedy.

stryczek
Ks. Stryczek w energicznym i emocjonalnym filmiku zamieszczonym w serwisie YouTube opowiada dlaczego pomaga. W swojej książce, w cotygodniowych felietonach w Gościu Niedzielnym albo wywiadzie z Tomaszem Kwaśniewskim w Dużym Formacie często używa słów takich jak „zaradność”, „pracowitość”, „inicjatywa”, „potencjał” „przedsiębiorczość”, „branie spraw w swoje ręce”. W tego typu „słowach kluczach” szuka recepty na zaradzenie problemom ludzi ubogich, bezdomnych, bezrobotnych. Przekaz ks. Stryczka brzmi tak: „bieda jest w głowie. Zdarza się, że są dobrzy i źli biedni. Tym drugim nie należy pomagać. Każdy może wyjść z biedy, wystarczy być pracowitym i wyjść z inicjatywą”.


Z samego wywiadu dla Dużego Formatu można wypisać kilka diagnoz ks. Stryczka. W mojej ocenie cokolwiek powierzchownych i krzywdzących:

„Nie mam pojęcia, dlaczego dzielenie się miałoby być właściwe. Przecież każdy podpisuje umowę o pracę i w tym momencie ustala warunki wynagrodzenia. A jak mu to nie odpowiada, to zawsze może odejść”.

„Dla mnie to wcale nie jest takie oczywiste, że dawanie, rozdawanie, jest najlepszym sposobem na zagospodarowanie nadwyżki. No bo kiedy nasz świat jest lepszy? Wtedy, kiedy wszyscy mają tyle samo, czy też kiedy wszyscy są zaradni? Uważam, że nasz kraj byłby dużo lepszy, gdyby wszyscy byli zaradni i potrafili zarabiać. To jest dla mnie idea lepszego świata”.

W jaki sposób ks. Stryczek radzi sobie z biedą? Niech odpowiedzią będzie przytoczona przez niego historia:

„Pamiętam spotkanie z pewną kobietą, która pracowała w ten sposób, że żebrała. Dzwoniła po wszystkich domofonach na plebanii, akurat ja wyszedłem, i ona mówi, że potrzebuje pieniędzy. Bo jest głodna, i ona, i dzieci. A ja mówię, że nie daję.

„Jak to?”.

„Po prostu”.

„Ale ty przecież jesteś księdzem!”.

„No właśnie dlatego, że jestem księdzem, to nie daję. Bo wiem, jak to działa. Dlaczego ja mam panią utrzymywać?

Pani jest młoda, powinna iść do pracy i pracować. Ja mam pracować, żeby pani nie musiała pracować? Dlaczego pani mnie szantażuje?”.

Trudno co prawda wskazać klarowną wizję prezentowaną przez ks. Stryczka. Bo – choćby w samym filmie – pojawia się szereg przekonujących argumentów („bieda wynika z barier społecznych i braku równowagi”), to jednak przemieszane są one z tezami, które ciężko zrozumieć.

1.
Zanim znajdzie się receptę na eliminację biedy, trzeba postawić pytanie o jej źródła. Niewiele osób stawia sobie to pytanie. Oscar Romero miał powiedzieć kiedyś: „gdy daję ubogim chleb, nazywają mnie świętym, gdy pytam dlaczego tego chleba nie mają, nazywają mnie komunistą”. Ks. Stryczek, gdy kończą mu się argumenty, odnosi się do „katomarksizmu” – podkreślając, że interpretacja świata przedstawiona przez Marksa i lewicujących teologów jest z gruntu niewłaściwa. Czasem można mieć nawet wrażenie, że w tezach głoszonych przez ks. Stryczka wcale nie chodzi o zrozumienie istoty biedy, ale o samą walkę z marksizmem.
Ks. Stryczek o źródła biedy pyta. Znalazł na to pytanie odpowiedź. Problem w tym, że to odpowiedź niewystarczająca, krzywdząca, nieprawdziwa.

Źródła biedy mogą leżeć w konkretnym biedaku, który jest niezaradny, leniwy, pozbawiony ambicji i chęci walki o sukces. Tak chce na to patrzeć ks. Stryczek.

Z drugiej strony jest system – zatrudnienia, edukacji, relacji międzyludzkich – który tworzymy jako społeczeństwo. Zatem bieda może również wynikać z wykluczenia, braku równości, źle działającego systemu, który eliminuje tych, którzy nie żyją zgodnie z wartościami jakie ten system ceni. Nie jest więc tylko – jak to sugeruje ks. Stryczek – że za ubóstwo odpowiada niezaradności biednych.

Dla ks. Stryczka ważny są podział na biednych i bogatych, silnych i słabych. Wymiana między światem biednych i bogatych biegnie – w wizji ks. Stryczka – tylko w jedną stronę. Biedny ma uczyć się od bogatego – pracowitości, zaradności, innowacyjności – wartości cenionych przez system – system, dodajmy, stworzony raczej przez silnych niż słabych. Zatem – bogaty ks. Stryczek mówi: Gdy biedny będzie taki sam jak ja, to świat będzie piękniejszy.

Zasada wymiany skierowana w drugą stronę w wizji ks. Stryczka nie istnieje. Świadczyć o tym może choćby żartobliwe i powiedziane z przekąsem zdanie w filmie: „Gdy już stanę na tej górze – mogę powiedzieć do każdego – Ty też możesz się podnieść”.

Po pierwsze więc założenie jest błędne. Bo wymiana powinna działać w dwie strony. I bogaty może uczyć się od biednego. I biedny od bogatego. Tego chce świadoma i ideowa lewica postulując np. przestrzeń wspólną w miastach. Im więcej miejsc, gdzie przenikają się różne grupy społeczne, tym większe zrozumienie siebie nawzajem. Im łatwiej tworzyć nam getta bogatych (osiedla strzeżona) i getta ubóstwa (blokowiska, bloki socjalne) – tym trudniej o wspólnotę i współpracę – choćby na rzecz tworzenia lepszego systemu.

Po drugie różnica polega na tym, że silni – tacy jak ks. Stryczek – potrafią wpływać na system, modernizować go, naprawiać i tworzyć. To silni i bogaci podporządkowują sobie system. Od silnych i bogatych zależy jak ten system wygląda. Słabi – biedni – takich możliwości nie mają.
Propozycja ks. Stryczka do biednych – stańcie się tacy jak bogaci, znaczy tyle co: stworzyliśmy system. System działa na naszych zasadach. Przyjmijcie nasze zasady, wejdźcie w obieg systemu. W którym liczy się zysk, konkurencyjność i produkcja, a miej liczy się solidarność, równowaga i twórczość.

2.
W wywiadzie w Dużym Formacie ks. Stryczek sam zwraca uwagę, że należy pamiętać iż każdy z ludzi jest inny. „Mamy nawet inne żołądki” – mówi ks. Stryczek. Niestety z tej przesłanki nie wyciąga oczywistego wniosku, że skoro każdy z nas jest różny, to też nie każdy może być pracowity, zaradny, konkurencyjny.

Na jednym z obrazków krążących w internecie widziałem taką scenę. Trwa egzamin w dżungli. Za stołem siedzi zwierzę-egzaminator. Przed stołem zwierzęta-uczniowie – wśród nich: słoń, małpa, sowa, wąż itd. Dołem zdjęcia podpis: „w związku z tym, że nasza szkoła jest sprawiedliwa i stawia na równość, każde ze zwierząt będzie musiało zaliczyć jedno i to samo zadanie egzaminacyjne. – Waszym zadaniem jest wspiąć się na drzewo”.

Takiego rodzaju „równości” i „sprawiedliwości” – zdaje się – oczekuje ks. Stryczek.
Dlaczego to nie może działać i dlaczego to nie jest sprawiedliwe? Bo – przepraszam – słoń nie da rady wspiąć się na drzewo, na które z powodzeniem wspina się małpa.

Rodzimy się w różnych domach. W różnych środowiskach. Z różnymi cechami i umiejętnościami. Nie można więc nakładać na każdego takich samych zadań i mieć takie same oczekiwania. Teza że każdy może być zaradny jest powierzchowna, bo nie pamięta o biedzie dziedziczonej z pokolenia na pokolenie, o biedzie strukturalnej, kulturze biedy itd.

Zapytałem kiedyś siostrę Chmielewską, dlaczego ja w zasadzie mam pomagać innym. Odpowiedź jest oczywista. I jest doskonałą odpowiedzią na tezy głoszone przez ks. Stryczka: – Nikt panu tego nie każe – mówi s. Chmielewska. – Przede wszystkim to naprawdę nie jest pana zasługą, że siedzi przede mną młody facet, któremu się w życiu powiodło, ma zdrową główkę, dwie rączki i nóżki. Teraz niech się pan porówna do faceta, który siedzi tu, obok, mieszka ze mną od lat. Nazywa się Artur. Jest niepełnosprawnym autystykiem z ciężką padaczką. Urodził się w nieodpowiednim miejscu. To nie jest pana zasługa, że widać między wami różnice. Pan zaciągnął dług. Z punku widzenia chrześcijańskiego ma pan jakieś zadanie do wykonania. Dług, który trzeba spłacić. Bo to nie pan o tym decydował. Pan to dostał. Więc jeśli ktoś dostał więcej, to znaczy, że od niego trzeba wymagać więcej.

3.
Zauważalny jest dysonans pomiędzy tym, co głosi, a tym, co robi ks. Stryczek. Szlachetna Paczka to cały szereg cennych rozwiązań przydatnych w organizowaniu pomocy. Kluczowe jest pytanie kierowane do potrzebujących o to, czego rzeczywiście potrzebują. Wielu z nas, niosąc pomoc, traci z perspektywy osoby potrzebujące skupiając się na samym geście pomocy. Jeden z moich przyjaciół chciał pomóc kiedyś kobiecie proszącej o „coś” do jedzenia. Weszli więc razem do sklepu, kobieta wybrała masło, wędlinę, kilka warzyw. Kiedy poszli do jej domu okazało się, że kobieta ma tam kilka bochenków chleba. – Skąd to – zapytał kolega. – Ludzie, gdy słyszeli moją prośbę o pomoc, od razu kupowali chleb. Zdarzało się więc, że miałam kilka bochenków chleba, ale nie miałam z czym go zjeść.

Szlachetna Paczka pyta o potrzeby. Jednocześnie lansuje tezę, że w pomaganiu chodzi o – przepraszam za powtórzenie utartej teorii – dawanie potrzebującym wędki a nie ryby. Przeprowadziłem kilka tygodni temu wywiad z Miszą Tomaszewskim, który zasygnalizował jednak pułapkę tej teorii. „Nie można dawać komuś wędki, podczas gdy nie ma gdzie łowić ryb”. Tu ważny jest pierwiastek społeczny i polityczny. Jeśli mamy bezrobocie i zakłady pracy upadają, nie możemy za to obwiniać bezrobotnych. Żeby teoria z wędką się sprawdziła musimy dołożyć starań by w okolicy funkcjonował zakład pracy.

Ks. Stryczek ma wątpliwości co do sensowności dzielenia się. Deficytem naszych czasów jest słabnąca wola do solidarności międzyludzkiej. Stygmatyzujące przekonanie, że bieda wynika z nieporadności biednych, może być szkodliwa gdy na słowa ks. Stryczka spojrzymy przez pryzmat edukacyjny. Zwłaszcza gdy sensu w dzieleniu się nie widzi ksiądz. Nie chcę uderzać w duchownego oderwanymi z kontekstu fragmentami Pisma Świętego. Warto jednak pamiętać o tym, co czytamy w Dziejach Apostolskich: „Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeb”.
/Dz 2,44-45/.

12 myśli nt. „Problemy księdza Jacka Stryczka

  1. BO

    Bieda naszczescie mnie nie dotknela, natomiast zawodowo zajmuje sie dziecmi specjalnej troski I jch rodzinami. Zgadzam sie ztym co mowi siostra CH. Bieda nie jedno ma imie. . Ksiadz epert od biedy to dla mnie poprostu BIEDNY CZLOWIEK!!!

    Odpowiedz
  2. o.nyx

    Warto też przypomnieć, że ks. Stryczek twierdzi, że do wszystkiego doszedł sam, zapominając najwyraźniej, że jako osoba duchowna jest zasadniczo utrzymywany przez Państwo.

    Odpowiedz
  3. Marek Dziąsło

    Stryczek odniósł sukces, pomaga tysiącom ludzi i jak każdy ma prawo mieć swoje zdanie. A Ty co zrobiłeś żeby pomóc innym? Bądź lepszy od Stryczka, a dopiero potem go krytykuj. Z takiego pustego gadania, jak w tym poście, absolutnie nic nie wynika…

    Odpowiedz
    1. blazejstrzelczyk Autor wpisu

      Sukces? W pomaganiu? Mierzy się ten sukces ilością wizyt w telewizjach i popularnością pomagającego? Czy raczej ilością uratowanych żyć?

      Odpowiedz
  4. Szymon

    Nie zgadzam się w pełni z poglądami ks. Stryczka, ale mam wrażenie, że przedstawił je Pan Redaktor w sposób bardzo uproszczony i chyba niezgodny z intencją samego inicjatora Szlachetnej Paczki. Przede wszystkim pod pojęciem „biedny” nie tyle kryje się osoba niezamożna, co raczej ktoś kto potrzebuje i oczekuje pomocy. Podział na bogatych i biednych nie służy zatem ks. Stryczkowi za przykład ideału, który należy konserwować, tworząc np. zamknięte osiedla (pisze o tym w swojej książce), ale jako stan, który należy zmienić (żeby ten kto potrzebuje pomocy już jej nie potrzebował). A mają temu służyć konkretne działania, a nie tylko „dobre intencje” (poznacie po owocach). Bo jeśli jakaś osoba potrzebuje pomocy i podejmowane przez nią, czy przez innych ludzi działania nie powodują poprawy sytuacji, to znaczy, że coś nie działa. Może to być problem tkwiący w człowieku (leniwy, gnuśny, niezaradny, głupi itp.) albo w sposobie pomagania, które jest nieskuteczne, demoralizujące, poniżające… czyli nie pomaga. Szkoda energii! Również w przypadku osób dotkniętych np. autyzmem, choć myślę, że ks. Stryczek nie nazwał by ich niezaradnymi, bo u podstaw ich nieprzystosowania leży zupełnie inny problem. Nie znaczy to jednak, że nie można dać im „wędki” – terapia behawioralna pozwala na uzyskanie poprawy w zakresie komunikacji, czy samoobsługi (a w ofercie jest przecież wiele terapii, które tylko w założeniu mają pomagać).

    Wracając do tematu. Wydaje mi się, że nie chodzi tutaj o pytanie „dać komuś jeść, czy nie dać?” Ale o to, jak sprawić, żeby ktoś nie był głodny. i najlepiej, żeby to sam zainteresowany wiedział, jak zrobić, żeby nie być głodnym.

    Słowa ks. Stryczka są bardzo dosadne i kontrowersyjne, ale być może kryje się za nimi coś więcej niż prosta pochwała bogacenia się. Zachęcam Pana Redaktora do przeczytania książki i wniknięcia w sens. Być może nie zmieni Pan swojego zdania, ale Pana krytyka będzie bardziej rzeczowa.

    Odpowiedz
  5. Maciek

    Miałem kiedyś okazję wysłuchać rekolekcji X Stryczka głoszonych dla mojej grupy zawodowej. Uderzyło mnie wówczas bardzo negatywnie, że owe rekolekcje okazały się w dużej mierze monologiem na temat samego X Stryczka i jego wspaniałości.

    Odpowiedz
  6. Patrycja

    Bardzo się cieszę, że pojawiły się komentarze dot. wywiadu ks. Stryczka dla Wyborczej. Moim zdaniem ks. Stryczek, który jest niewątpliwie wybitnym księdzem i założycielem bardzo sensownego i dobrze działającego NGO, głosi swoje dość specyficzne poglądy niczym Dobrą Nowinę.
    Ks. Jacek swoją wizję życia społecznego traktuje niczym kolejny dogmat odmawiając prawa do polemiki, tym którzy nie odnieśli takich sukcesów zawodowych jak on. Myślę, że to szkoda, przede wszystkim dla niego samego, bo może gdyby był trochę bardziej otwarty na poglądy swoich oponentów łatwiej byłoby mu zauważyć pułapki, w które wpada.
    Pułapka, która najbardziej rzuca się w oczy w wypowiedziach ks. Stryczka to pogarda dla tzw. „biednych”. Sposób w jaki pisze i mówi o biednych powoduje, że czytelnik ma wrażenie, że są to ludzie drugiej kategorii, gorsi od „bogatych i zaradnych” i od samego ks. Stryczka. Fakt, że w polskiej rzeczywistości znaczna większość trwale bezrobotnych to homosovieticus – ludzie niezaradni, często leniwi,skupiający się bardziej na tym jak wykorzystać system – i tacy ludzie słabo rokują na to, aby wyjść z biedy. Mam jednak wrażenie, że ks.Stryczek pomagając „takim biednym”, nie zauważył, że w Polsce i na świecie są także inne grupy ludzi, które choćby były nie wiem jak zaradne – nie znajdą pracy (poza śmieciówką), nie kupią mieszkania, nie założą rodziny (bo musiałyby się natychmiast stać klientami opieki społecznej).
    Uważam, że problemem często nie jest brak zaradności, ale system polityczno-ekonomiczny, w którym funkcjonujemy. Pan Błażej pisze w swoim blogu- bogaci mogą wpływać na system- ja bym powiedziała więcej- system, w którym funkcjonujemy jest stworzony przez bogatych i dla bogatych. Warto spojrzeć z perspektywy globalnej, wtedy łatwiej zrozumieć, że 1 proc. bogatych, który posiada 50 proc. światowego bogactwa, to niekoniecznie ludzie wyjątkowi zaradni, tylko ludzie, którzy zyskują na systemie, który sami stworzyli (dużo na ten temat mówi papież Franciszek). Jak ten system wpływa na biednych i zaradnych, którzy zdaniem ks. jacka „też mogą być bogaci”? W Hiszpanii, Grecji, czy Włoszech 40 proc. młodych choćby nie wiem, jak było zaradnych nie znajdzie pracy, bo jej po prostu nie ma. W Polsce większość młodych nie dostanie etatu, a co się z tym wiąże nie dostanie kredytu i będzie w nieskończoność odkładać decyzje o posiadaniu dziecka.
    Ks. Stryczek widzi rzeczywistość czarno-biało i ocenia świat z punktu widzenia biznesmana. Jedyna grupa, która zdaniem ks. Jacka musi się zmienić to pracownicy. Czyżby polscy pracodawcy byli idealni? Statystycznie najgorszym pracodawcą w Polsce są małe firmy: często zatrudniają na czarno, a w najlepszym przypadku na śmieciówki, mobbing to bardziej norma niż wyjątek (i wiele osób nawet tego nie zauważa, bo w Polsce ten, który jest wyżej w hierarchii zazwyczaj nie musi się liczyć z tym na niższym szczeblu). Ponadto, polskie firmy prawie nie inwestują w badania i rozwój. Wyższe dochody firm związane z wyższą efektywnością pracy powiększają najczęściej tylko majątek właścicieli firm. Tak wiec może nie tylko polscy pracownicy powinni się zmienić, ale i polscy pracodawcy?
    Last but not least, wielu komentatorów o tym wspominało, niemniej jednak myślę, że to bardzo istotny element, ks. Jacek tylko częściowo żyje w gospodarce wolnorynkowej – skończył studia, po których nie musiał szukać pracy, wynajmować ani kupować mieszkania, a jego koledzy z pracy, choćby byli największymi ofermami nie zostaną z niej wyrzuceni. Warto więc zadać pytanie,dlaczego uważa za jedynie słuszny system liberalny, skoro sam jest beneficjentem „kościelnego państwa opiekuńczego”?

    Odpowiedz
  7. jarko

    Ho, ho-chyba nam zajaśnieje nowa gwiazdka duchownego-zaradka, na miarę Ojca Dyrektora Od Dzieł Maryjnych. „Ojciec Dyrektor to kozak”-tak z uznaniem o duchownym z Torunia wyrażał się inny kozak, który też nosił (zawodowo) rękawice bokserskie. A nawet chciał zostać europosłem., tylko wredna zawistna biedota nie dała mu mandatu.
    A może zamiast kultu Biedaczyny z Asyżu powinniśmy się zastanowić nad promocją świętych Bogatków (np. z Torunia, czy Krakowa). W końcu w czasach Franciszka ubóstwo przez wielu duchownych zostało uznane za herezję(np. takich waldensów, czy katarów). Zresztą i współczesny Franciszek w ocenie wielu „ortodoksyjnych katolików”, też brnie w herezję apoteozy ubóstwa.

    Odpowiedz
  8. G.

    Często szukamy uniwersalnych rozwiązań i w tym celu, nawet się nad tym nie zastanawiając, stosujemy bardzo uproszczone etykietki (ubogi / bogaty, słaby / silny), w stosunku do których próbujemy odnieść swoje uniwersalne zasady. Bardzo kłóci się to z faktem, że, jak to już zostało kilka razy wspomniane, każdy z nas jest inny. Ba, inna jest każda sytuacja, w której się znajdujemy i nawet my sami na daną sytuację zareagujemy zupełnie inaczej np. w poniedziałkowy poranek niż w niedzielne popołudnie. W związku z otoczającą nas rzeczywistością, tak zrożnicowaną i zmienną, którą na siłę próbujemy upchnąć w wąskie ramy własnych teorii, ponazywać i w ten sposób „uprościć” sobie i innym życie przychodzi mi do głowy myśl, że właściwie jedynym niezawodnym kompasem jest nasze wewnętrzne, głębokie zrozumienie sibie i drugiego człowieka, zdolność do empatii i do zareagowania odpowiednio do sytuacji, przed którą stoimy, bez odwoływania się do etykietek, stu różnych opinii i poszukiwania jakiegoś „zawsze dobrego” rozwiązania. W moim przkonaniu Siostra Chmielewska reprezentuje właśnie takie podejście.

    Odpowiedz
  9. Jakub

    Przypuszczam, że pogłądy Autora i ks. Stryczka w rzeczywistości nie są tak odległe, jakby się mogło wydawać. Ks. Stryczek jest w swoich wypowiedziach nieco prowokujący, bo inaczej trudno poruszyć ludzkie mózgi. Jego pragmatyzm jest mi bardzo bliski, bo też uważam, że porządny kopniak z miłości jest z reguły lepszy niż przyklepywanie wolicjonalnej i psychicznej atrofii przez prezenty na odczepnego – jakoś bardziej odwołuje się do czyjejś podmiotowości. Oczywiście są ludzie chorzy fizycznie i psychicznie, biedujący z racji swej przypadłości, ale nawet oni w ogromnej części mają większy głód podmiotowości niż materii.

    Odpowiedz
  10. Pracownik

    Najlepsze w wywiadzie dla Dużego Formatu jest stwierdzenie ks. Stryczka: „Nie mam pojęcia, dlaczego dzielenie się miałoby być właściwe. Przecież każdy podpisuje umowę o pracę i w tym momencie ustala warunki wynagrodzenia. A jak mu to nie odpowiada, to zawsze może odejść”

    Wszystko byłoby w porządku gdyby rzeczywiście pracownicy Wiosny dostawali umowy o pracę. W Wiośnie umowy o pracę ma tylko kilka osób z biura w Krakowie. Reszta pracowników z kraju dostaje śmieciówki z marnym wynagrodzeniem nie podlegającym negocjacjom.

    Gdyby każdy pracujący dla Wiosny posłuchał rady ks. Stryczka, to Jacek nie miałby komu poleceń wydawać.

    Klasyczne dawanie dobrych rad wszystkim, oprócz własnych podopiecznych.

    Jeśli Stryczek chce zmienić system i pozbyć się biedy, niech zacznie od swojego podwórka.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.