Pamiętasz, kiedy ostatni raz byłeś głodny?

Po mieście trzeba chodzi z uwagą. Miasto ma swoich właścicieli – biedaków.

12592470_10207648970816756_8946098979031016965_n

Artur, syn s. Chmielewskiej, wprowadził się właśnie do nowego domu. Dużego. Kilka razy większego niż ten, w który mieszkali wcześniej. Chodzi po tym domu trochę zagubiony. Bada teren. Odkrywa zakamarki z przygodą w oczach. Z pokoi zabiera fanty. Książki. Zapalniczki.

Zawłaszcza rzeczy i je chowa. Potrzebuje mieć coś swojego. Bo zasadniczo, gdy się spojrzy na Artura, to okaże się, że On nie ma nic. Nic swojego.

Artur, gdy zabierze coś do kieszeni, jeszcze długo będzie przychodził, pokazywał tę rzecz, i upewniając samego siebie mówił głośno: „To Artura”.

Siadając do kolacji, wszystko, co zebrał w ciągu dnia, wykłada na stół. Poruszając nad tymi rzeczami ręką w geście uspokojenia powtarza: „To Artura”. I, mimo że w nowym domu mieszka już ponad dwa tygodnie, mówi do swojej mamy: „To Artura. Zabierzemy do domu”.

Nie wie jeszcze, że to miejsce, w którym się budzi, jest jego nowym domem.

***

Wydaje nam się, że każdy z nas coś ma.

Ja mam rzeczy. Wydaje mi się, że je mam. Telefon. Komputer. Kilka książek.

Gdy kupuję rzeczy, wydaje mi się, że stają się moje. Kupuję je za pieniądze. Nie moje.

Pieniądze, które mam na koncie, zanim na nie wpłyną, nie są moimi pieniędzmi. Ktoś mi je dał.

Człowiek, który dzwoni do mnie z banku oferując pożyczkę, po kilku kliknięciach myszką może wejść na moje konto. Ma czasem do tego konta lepszy dostęp niż ja.

Ma dostęp do (nie)mojego konta z (nie)moimi pieniędzmi, za które mogę kupić (nie)moje rzeczy.

Przede wszystkim natomiast wydaje mi się, że mam mieszkanie. Nie jest oczywiście moje. Rynek i kapitalizm nazwał to „wynajmowaniem”. Wynajmuję mieszkanie. Wracam do niego. Urządzam się w nim. Ale jestem tu tylko na chwilę. Na moment. Zagospodarowuję przestrzeń. Decyduję, co gdzie będzie stało. Zapamiętuję, co gdzie położyłem. Oswoiłem mieszkanie tylko na moment. Wynająłem. Tak zresztą jak „wynajmuję” wszystko, co dla oszukania samego siebie nazywam „moim”. Religijne sprawę ujmując, „wynajmuję” też życie. I chyba o to chodzi, gdy w Kościele mówią nam, że na ziemi jesteśmy tylko na chwilę. Że po życiu coś jeszcze jest. Jak w Psalmie 49:

„Nie obawiaj się, jeśli ktoś się wzbogaci,
jeżeli wzrośnie zamożność jego domu:
bo kiedy umrze, nic z sobą nie weźmie,
a jego zamożność nie pójdzie za nim”.

***

Uświadamiam sobie ostatnio sprawy oczywiste. Uczę się tych prostych rzeczy od biedaków.

Andrzej jest bezdomny. Poznałem go w drugim, albo trzecim dniu tego roku. Kiedy jeszcze parował we mnie pity w sylwestra alkohol. Andrzej grzał się w przejściu podziemnym obok dworca.
Dałem mu czapkę.
W niedzielę poszliśmy razem zjeść obiad.
I Andrzej, jedząc pierogi ruskie, postawił proste w sumie pytanie, które jednak wgniotło mnie w krzesło:

– Pamiętasz kiedy ostatni raz byłeś głodny?

I uświadomiłem sobie, że ja, cholera jasna, tak naprawdę to nigdy nie byłem głodny.
Nigdy nie byłem głodny.

Andrzej nauczył mnie też, że jestem w mieście gościem. Jego gościem.

Tak jak mi się wydaje, że mieszkanie, w którym się budzę, jest moje, tak też Andrzejowi – bezdomnemu biedakowi – wydaje się, że miasto, w którym się budzi, jest jego.

Andrzej traktuje miasto jak dom. Wie, o której godzinie dostanie jedzenie od Kapucynów na ul. Smoleńsk. Wie, o której godzinie i gdzie najlepiej położyć się spać – gdzie będzie ciepło i nikt go nie przegoni. Wie, gdzie może się umyć za darmo. Wie, gdzie sprzedadzą mu wódkę za półdarmo.

***

Po mieście trzeba więc chodzić czujnie. Żeby nie nadepnąć na miejsca ważne dla biedaków. Zostawić im tę przestrzeń. Pozwolić na zagospodarowanie.

I trzeba się też dzielić. Bo w sumie nic nie jest nasze. A skoro nie jest nasze, dostaliśmy, wynajmujemy, to nie możemy stawać się więźniami tych rzeczy.

Rzeczy, które wydaje się nam, że mamy, są tak samo nasze, jak każdego biedaka, którego spotykamy na ulicy.

 

Psalm 49.:

Nie obawiaj się, jeśli ktoś się wzbogaci,
jeżeli wzrośnie zamożność jego domu:
bo kiedy umrze, nic z sobą nie weźmie,
a jego zamożność nie pójdzie za nim.
I chociaż w życiu sobie pochlebia:
„Będą cię sławić, że dobrześ się urządził”,
musi iść do pokolenia swych przodków,
Do tych, co na wieki nie zobaczą światła.
Człowiek, co w dostatku żyje, ale się nie zastanawia,
przyrównany jest do bydląt, które giną.

fot: Piotrek Żyłka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.