„Kościół jest okrutny”

Historia działacza Polskiego Związku Piłki Nożnej, pana Kazimierza Grenia, uświadomiła mi, że w Kościele jest trochę jak w futbolu.

Michał Olszewski i Bartek Dobroch pisali kiedyś:

„Typowy działacz sportowy? Mężczyzna, emeryt lub w wieku przedemerytalnym, na zabój zakochany w sporcie, z setkami nazwisk i wyników, którymi sypie jak z rękawa, przeważnie były sportowiec, trener. O zarządzaniu czy marketingu często nie wie nic”.

Działacze sportowi jeżdżą na mecze. Coś tam mówią. Wybierają swojego szefa. Popełniają gafy. Wpadki. Organizują konferencje prasowe. Pokazują na nich swoje spodnie. Mówią o interesach. Oskarżają.

Niewielu jest zadowolonych z ich obecności.

Gdyby działacze sportowi byli najważniejsi, gdyby ich słowa były kluczowe, gdybyśmy wszyscy skupiali się na ich działalności, to stawiam dolary, że nigdy nie powstałyby eseje Bieńczyka, felietony Pilcha, teksty Steca itd.

Bo kto zachwycałby się finezją dośrodkowań? Kto analizowałby taktyki trenerskie? Kto rozmyślałby nad piłkarską tiki-taką? Kto dostrzegłby tyle szczegółów w konfrontacji Zidane–Materazzi? Kto skupiałby się na szaleńczych wyjściach z bramki Neuera? Komu chciałoby się kibicować drużynom piłkarskim? Dla kogo poezją stawałyby się dryblingi Messiego?

Nikt by przecież nie zwracał na to uwagi, bo wszystkie siły wkładałby w analizowanie kolejnych udziwnień starszych panów z Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Nikt się zatem działaczami nie przejmuje. Bo frustracja i załamywanie rąk. A futbol leży w innym miejscu.

I w Kościele są działacze. Podczas ostatnich świąt mówili dziwne rzeczy. Oskarżali. Obrażali. Grozili palcem. Gender. In-vitro. Zgniły zachód. Deprawacja.

A Kościół i tak fascynuje. Na przykład na spotkaniu wspólnoty Głos na pustyni. Tę mam frajdę, że oni modlą się w piętnaście kroków od mojego domu.

Mają zamknięte oczy. Podnoszą ręce w górę. Śpiewają. W powietrzu tam unosi się jakiś dziwny duch wspólnoty. Uśmiechają się. Jedni siedzą. Inni stoją. Nikt im w metrykę nie patrzy. Nikt nie pyta czy ochrzczeni. Czy mieszkają razem przed ślubem. Modlą się. Przepraszają. Proszą i dziękują.

Jedna myśl nt. „„Kościół jest okrutny”

  1. Józef Kapaon

    Tak, przekonaliśmy się dotkliwie. Ten ksiądz, biskup… nazywa się każde ich stanowisko głosem Kościoła. Ten stereotyp uniemożliwia uwolnienie mentalności PT Polaków katolików 2015. Kościół to ja, Ty, my… i oni też. Ale głosem Kościoła, oficjalnym, jest tylko uroczyste nauczanie papieży i Soborów. Tego nauczania nie usłyszymy z ambon i pulpitów Słowa.
    W efekcie – potrafią złamać człowieka. Bo temu tamtemu księdzu (ich zwierzchników) coś innego się podoba, ma inną wizję dusz-pasterską, poglądy polityczne, sympatie, układy lokalne/samorządowe i w kurii.
    Konkret? Tradycja (ponad 150 lat) rodzinnego wychowania patriotycznego i religijnego: Bolesław Prus, Matka Boża w Ogrodzie, rzeźba Kilińskiego w Warszawie i inne, Muzeum Techniki, Katyń… Rodzina Rodzin przy Prymasie Tysiąclecia, Solidarność, 33 lata katechizowania, Rzeczpospolita Norwidowska, spotkania modlitewne, debaty, liturgie polowe i domowe, nawet odwiedziny i błogosławieństwo biskupa Ordynariusza Założyciela diecezji… przygotowania do I Komunii, bierzmowania, schola, msze szkolne niedzielne, pielgrzymki (w tym darmowe, w ramach projektów integracyjnych) itd. itp. Dzisiaj? „to nie jest wasza parafia, mieszkacie poza jej granicami.” Źle nauczasz, źle wpisujesz tematy, źle (nie)korzystasz z podręczników… muszę naprawiać twoje błędy, by wprowadzić naukę zgodną z nauczaniem Kościoła… Odrzucili nas jak zużyte … opony. Przemilczają, od parafii, przez dekanat, po diecezję. Żaden ksiądz nie wypowie się w dialogu z nami. Cała diecezjalna wspólnota(?). Może nigdy prawdy nie poznamy. Dlaczego?!
    Kościołem byliśmy, jesteśmy i pozostaniemy. Bo? Rozum i wiara. Nie ma wiary bez myślenia – powtarzałem przez wszystkie lata katechizowania (powołany do tego w stanie wojennym).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.