Jestem Charlie, bo jestem katolikiem

z17220147Q,-Jestem-Charlie---Twitterowa-akcja-solidarnosci-z-

„Jestem Charlie”. Nie dlatego, że usprawiedliwiam rysunki z francuskiego pisma. „Jestem Charlie”, bo nie potrafię znaleźć żadnego argumentu, który przekonałby mnie, że śmierć jest czymś sprawiedliwym. Śmierć z rąk terrorysty. Brutalne zabójstwo. „Jestem Charlie”, bo to nie ja wymierzam sprawiedliwość, a śmierć nie może być karą. „Jestem Charlie”, bo nie znajduję wytłumaczenia dla zabijania.

Przecież nie ma żadnego znaczenia kim jest ten, kto cierpi. Gdy kogoś spotyka krzywda i niesprawiedliwość, wszystkie, absolutnie wszystkie okoliczności tracą ważność. Nie ma znaczenia, czy cierpi muzułmanin, satyryk, czarny, biały, prawicowiec czy lewicowiec. Wierzę, że chrześcijańska wrażliwość w każdym widzi najpierw człowieka. Dopiero potem to, kim ten człowiek jest. W obliczu śmierci w redakcji Charlie Hebdo, fakt, że zabici byli satyrykami, traci ważność.

Katolicy krytykujący akcję „Jestem Charlie”, na zdarzenia z Paryża chcą spojrzeć całościowo. Chwała im za to. Ale, kiedy kilka godzin po zamachu we francuskiej redakcji Paweł Bravo opisał chrześcijan, którzy nieudolnie i pewnie nieświadomie próbują szukać „usprawiedliwienia” dla zamachu, twierdząc, że przecież zamordowani kpili z wiary, pomyślałem, że to jakiś ponury żart. Okazuje się jednak, że to prawda.

Kolejni publicyści zwracają uwagę na obrazoburcze karykatury zamieszczane w piśmie. To ma być argument przeciwko akcji, którą zapoczątkował dziennikarz francuskiego magazynu „Stylist” Joachim Roncin, pisząc „Je suis Charlie”. „Slogan wyrażał to, co czuli wszyscy” – napisał w swoim edytorialu ks. Adam Boniecki.

„Jestem Charlie”, bo chcę – mimo, że to niewygodne – stać po stronie pokrzywdzonych, prześladowanych, cierpiących i mordowanych. Chcę, żeby nie miało dla mnie znaczenia kim są, i co myślą ci ludzie. Nie patrzę na nich przez pryzmat ich poglądów, koloru skóry i Boga, w którego wierzą. Jeśli ktoś jest mordowany, nie ma dla mnie znaczenia jego życie prywatne, przekonania itd.

Nie potrafię też zważyć czyjegoś cierpienia. Osądzić, czy jedna śmierć jest „ważniejsza” od drugiej. Zwłaszcza powiedzieć, że ktoś „zasłużył na śmierć”. Dlatego też staram powstrzymać się od osądzania zabitych dziennikarzy. Jednocześnie z uwagą czytam Ewangelię Mateusza i fragment, w którym Jezus Chrystus mówi: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Więc, parafrazując wpis z Facebooka „Catholic Voices Polska”, bez względu na wszystko:

Jestem Charlie Hebdo.

Jestem jednym z 2000 Nigeryjczyków zamordowanych przez Boko Haram.

Jestem białoruskimi więźniami.

Jestem kobietą gwałconą w Indiach.

Jestem każdym, kto cierpi. Póki co, stać mnie tylko na taką deklarację.

9 myśli nt. „Jestem Charlie, bo jestem katolikiem

  1. izabela

    Zgadzam się z Pańskim artykułem w całości – prócz tytułu. Mieszkam we Francji i nie wzięłam udziału w żadnej manifestacji, bo nie mogę identyfikować się z obrazoburczą gazetą, wniesioną obecnie do rangi sztandaru kultury francuskiej. Zamordowani nie zostali za wolność słowa, ale za nieustanne obrzucanie błotem (nawet g.) wszystkich religii, choć tylko przedstawiciele jednej przeszli do czynów.
    Nie poszłam na manifestację, ponieważ ci, którzy pierwsi oburzali się na każdy kontrowersyjny rysunek, krzycząc o islamofobii, teraz mówią o wolności słowa. Ale tak, modlę się za tych, którzy zginęli, bo nie ma usprawiedliwienia dla tego aktu i chciałabym, żeby wszelkie nadużycia były tak nagłaśniane, jak ostatnie wydarzenia w „nieszczęsnej” Francji, tak okrutnie zaatakowanej w ubiegłym tygodniu.

    Odpowiedz
    1. Maria

      Jak to powiadają ‚przegięli pałę’. Polemizowałabym z panią, Izabelo. Pismo niszowe to prawda, ale wolność słowa jest bardzo szerokim pojęciem. Głownie polega na tym, iż potrafimy zachować dystans. Nie można tłumaczyć morderstwa prowokacją.
      Może przykład którym się posłużę będzie nie na miejscu, ale taki przychodzi mi w tej chwili do głowy.
      Otóż stając przed sądem oprawca swój czyn, gwałt na kobiecie, tłumaczył prowokacyjnymi zachowaniami pani oraz noszeniem przykrótkich spódniczek. Jej wolność została tutaj poważnie naruszona nie tylko poprzez czyn(następstwo) ale niejako atak na jej sposób bycia, co można też nazwać wolnością wyrażania siebie.

      Odpowiedz
    2. plainduncan

      To przerażające jak świat mało interesuje się ofiarami z Afryki. Te 2 tysiące ofiar z Nigerii przy efektownych, medialnych ofiarach z Paryża to mały pikuś jest. To trochę tak jak ze śmiercią Lady Di. Media wywołały histerię wokół jej osoby zakrywając (mimo)wolnie śmierć Matki Teresy z Kalkuty, która miała miejsce w tym samym czasie. Śmierć Matki Teresy była zdecydowanie mniej medialna. Warto się zastanowić jakich wartości bronimy. Nie każda śmierć jest śmiercią heroiczną. To że potępiamy zbrodniarzy nie musi oznaczać, że gloryfikujemy ofiary. Bycie ofiarą samo w sobie nie jest jeszcze żadną zasługą.

      Odpowiedz
    3. Wilga

      Dlaczego uważa Pani, że tylko Religie mają prawo do ochrony przed KRYTYKĄ I ZNIEWAŻANIEM a inne organizacje biznesowe, korporacje, mafie, oszuści, złodzieje, cwaniaczki już mogą być ciągani po Sądach i rozliczani z urojeń wyższościowych, sprzedajnej miłości, przekonań o ich nieomylności i boskich prawach do golenia frajerów? Pozdrawiam serdecznie życząc owocnych przemyśleń.

      Odpowiedz
  2. Robert

    Nie jestem Charlie. Nie dlatego, że w jakikolwiek sposób usprawiedliwiam ten zamach. Żadna nawet najbardziej obrazoburcza karykatura nie usprawiedliwia tak okrutnej i nieludzkiej zemsty. W żaden sposób nie solidaryzuję się z zamachowcami. Nie jestem Charlie bo ten slogan ma po prostu zbyt szerokie znaczenie. Mógłbym napisać, że Jestem Charlie mając na myśli solidarność z tymi którzy zginęli i z ich rodzinami. Ale tylko to. Jednak nie można przecież zastrzegać sobie wąskiego rozumienia sloganu.
    Deklaracja Jestem Charlie jest i będzie rozumiana także jako poparcie dla działań tej gazety, jako poparcie wolności do obrażania uczuć innych w imię bezwarunkowej wolności słowa. Trzeba uważać bo nasza solidarność przeciwko terroryzmowi może być łatwo wykorzystana w innym celu.

    Odpowiedz
  3. plainduncan

    Zgadzam się z opinią pani Izabeli. Wyobraźmy sobie, że terroryści wysadzają w powietrze jakiś burdel na placu Pigalle. Co wtedy ? Wszyscy jesteśmy Roxanne ?

    Odpowiedz
    1. Maria

      Zgadzam się z opinią pani Izabeli. Wyobraźmy sobie, że terroryści wysadzają w powietrze jakiś burdel na placu Pigalle. Co wtedy ? Wszyscy jesteśmy Roxanne ?

      Nie wszyscy, ale przyznając się do Jezusa, do chrześcijaństwa powinniśmy być. Tu nie chodzi, czy kto jest prostytutką, dziennikarzem, muzułmaninem, Kurdem, Żydem, tylko czy jest człowiekiem. A czy chrześcijanin może komu owego prawa odmówić? Godności człowieczeństwa? Autor bloga bardzo czytelnie to objaśnia.
      Utożsamianie się z człowiekiem niezależnie kim było drogą Jezusa. Na to przyszedł na świat, stał się człowiekiem. Jestem każdym z nich, bo każdy z nich to mój człowiekiem niezależnie od tego jakie są jego losy, wina i grzech. Nie zabijaj!

      Odpowiedz
  4. Wilga

    Szanowny Panie Błażeju.Dziękuję Panu za PRZYZWOITOŚĆ bijącą z Pańskiej odważnej delkaracji, chociaż Pański Katolicyzm ośmiesza jej szczerość. Pragnę Panu wytknąć, że identyfikując się z Katolicyzmem musi Pan wziąć na na siebie odium działalności tej zbrodniczej organizacji, która również ( i to na masową skalę), karała śmiercią za znieważanie waszych przekonań religijnych. Pozdrawiam .

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.