„Budzenie Olbrzyma”, czyli świeckie zaangażowanie.

Podczas gdy warszawski kongres Nowej Ewangelizacji trwa pod hasłem „Obudź olbrzyma”, w jednej z krakowskich parafii kościół ciągle jest dla księży, a my wierni chyba wyłącznie ich dodatkiem.

Ewa Kiedio słusznie zwróciła uwagę na nietypowe ogłoszenie wywieszone na drzwiach zakrystii Kościoła w Nowym Sączu. Na białej kartce, ktoś napisał: „Zakrystia – wstęp tylko dla księży i służby liturgicznej”.

Ewa nie wdała się w długie wywody na temat niezręczności tego rozporządzenia. -„Jako materiał ilustrujący życie parafialne, obecność w nim osób świeckich i przenikanie się ich świata ze świtem duchownych załączam zdjęcie z jednej z parafii w Nowym Sączu. Za budzenie olbrzyma tym bardziej trzymam kciuki” – pisała Ewa na Dywizie.

Oczywiście Jezuita Grzesiek Kramer od razu sprawę sprostował, wyjaśniając okoliczności pojawienia się ogłoszenia. I pisze Grzesiek: – Nie wiem, jak jest dziś, ale wtedy do kościoła chodziło 110% ludzi! Stali wszędzie na dworze, w środku, i w zakrystii właśnie, która jest maciupeńka. Nie muszę mówić, jak wygląda uczestnictwo w Eucharystii w takim miejscu. Jeden z proboszczów w końcu sprawę uporządkował. I tyle. Parafia ma się dobrze, żyje, jest w niej mnóstwo grup, od dzieci do ludzi starszych i średnie pokolenie(…). Więc proszę nie wyciągać z tej tabliczki pochopnych wniosków”.

Konfesjonał miasta

I to cudowne, że narzędzie do zwracania uwagi na obecność świeckich w Kościele, ma szansę przerodzić się we wzór do naśladowania. Bo w końcu rzadko która parafia ma szansę poszczycić się frekwencją porównywalną z nowosądecką. Skądinąd o wspominanej parafii krążą legendy, że to „konfesjonał miasta”, podobno ludzie tam jeżdżą na mszę nawet z Krakowa.

To dobry wzór. Ale też nie ma się co dziwić, skoro w parafii pracują Jezuici to zainteresowanie tym miejscem nie powinno zastanawiać. Od kogo jak od kogo, ale od Jezuitów i Dominikanów, księża diecezjalni powinni uczyć się najwięcej.

Ja jednak chciałem dziś o czymś innym, ale ciągle pozostając wokół „budzenia olbrzyma” i – jak pisała Ewa – przenikania się świata świeckich ze światem duchownych.

Proszę wrócić do ławki!

W sobotę o godzinie 17.30 modliłem się podczas mszy w jednej z mniejszych krakowskich parafii. Staram się robić tak, by co sobota wybierać inny kościół – przede wszystkim taki w którym pracują księża diecezjalni. Coniedzielna msza u Dominikanów może uśpić czujność i sprawić, że myślenie o Kościele w Polsce będzie wyidealizowane.

Więc proszę sobie wyobrazić sobotnią mszę o godzinie 17.30. Jak to w sobotę ruch w kościele mniejszy. W ławkach większość pań. W sumie było nas – wiernych – ze 20 osób.

Mszę celebrował młody chłopaka. Gdy punktualnie stanął przed ołtarzem, okazało się, że jest sam. Nie towarzyszył mu żaden ministrant, nie było chyba nawet kościelnego i organisty.

Gdy nadszedł czas czytań, wszedłem do prezbiterium i stojąc przy ambonie szepnąłem księdzu, że przeczytam czytanie.

– Proszę wrócić do ławki, albo wyjść z Kościoła – odparował stanowczo ksiądz. Dodał po chwili, że czytanie, to nie jest moje zadania.

Pokornie wróciłem więc do ławki. Ksiądz sam przeczytał czytanie. Również sam odczytał psalm, sam przeczytał modlitwę powszechną, sam przyniósł sobie do ołtarza ampułki z wodą i winem. Pewnie gdyby miał więcej rąk również sam uderzył by w gong podczas podniesienia.

Rozumiem jego obawy. Nie miałem zamiaru – ani go rozdrażnić, ani sprowokować. Pewnie – gdybym wiedział, że będzie sam celebrował mszę – wszedłbym wcześniej do zakrystii (oczywiście, gdyby nie było informacji, że wstęp do niej jest wyłącznie dla księży) – zapytałbym, czy nie potrzebuje pomocy.

Czy jesteśmy gorsi?

Budzenie olbrzyma może być więc przede wszystkim zacieraniem się różnicy między prezbiterium a miejscem dla ludu wiernych. Rozumiem, że mogą mnie tu zganić tradycjonaliści liturgiczni.

Nie chcę myśleć, że w Kościele najważniejsi są księża. Skąd się bierze przekonanie w Polsce o klerykalizmie? Ano stąd, że my – świeccy – się nie angażujemy. Nie chodzi o zaangażowanie w pisanie ciekawych religijnych tekstów. Nie chodzi o pisanie przez świeckich katolickich książek. Uważam, że my – świeccy – jesteśmy członkami Kościoła. Mamy prawo do stawania blisko ołtarza.

Czy ksiądz, który odmówił mi przeczytania Biblii podczas mszy, mi nie ufa? Sądzi, że nie potrafię tego zrobić?! O co chodzi?

Jak przypuszczam w „budzeniu olbrzyma” czyli „rozruszaniu parafii” chodzi głównie o to, by zatrzeć różnicę między świeckim a księdzem. My – świeccy – chceby być uczestnikami Kościoła, chcemy brać za Kościół odpowiedzialność i modlić się za głoszenie Ewangelii.

10 myśli nt. „„Budzenie Olbrzyma”, czyli świeckie zaangażowanie.

  1. ~Łukasz

    Idąc za wskazaniami autora spróbowałem sobie wyobrazić opisaną sytuację. Nie rozumiem jak można narobić sobie przypału w kościele a potem opisać to na blogu i jeszcze zwalić na „młodego chłopaka”, którego reakcja była adekwatna do zaistniałej sytuacji. Stwierdzenie „gdybym… to bym…” przelewa tu czytelniczą czarę goryczy.
    Pozostaje mieć nadzieje, że jeśli ktoś ma odwagę na niespodziewaną improwizację w czasie Mszy Świętej to będzie miał i odwagę najzwyczajniej zapytać kwadrans przed, czy może przeczytać czytanie, a następnie służyć Bogu a nie tylko pomagać księdzu.

    Odpowiedz
  2. ~El_Duce

    Szanowny Panie,

    Polecam z INSTITUTIO GENERALIS MISSALIS ROMANI 2002):

    101. Deficiente lectore instituto, alii laici deputentur ad proferendas lectiones sacrae Scripturae, qui revera apti sint huic muneri adimplendo et sedulo praeparati, ut fideles ex auditione lectionum divinarum suavem et vivum sacrae Scripturae affectum in corde concipiant.

    Zatem po pierwsze jczytanie przez świeckich jest jedynie w zastępstwie tzw. lektora (za starych czasów był to Lektor, kleryk wyświęconz w niższych święceniach ) – winna to być sytuacja wyjątkowa, która jak wszelkie wyjątki w czasach posoborowych stała się zasada (jak w przypadku kierunku celebracji).
    Zgodnie z Motu Proprio Ministeria quaedam niższe święcenia zostały zastąpione posługami akolity i lektora: w każdej diecezji powinni być ustanowieni akolici i lektorzy stali, którzy powinni zajmować się tymi czynnościami. Warto zresztą wskazać, że nie jest konieczne, by te osoby przystępowały do święceń – tutaj widzę rolę dla świeckich, chociaż moim zdaniem powinno przywrócić się święcenia niższe (co byłoby nie tylko ruchem tradycyjnym, lecz również bardzo ekumenicznym – wschodnie obrządki zachowały bowiem i subdiakonat i mniejsze święcenia lektora i akolity).

    Uważam, że jeśli osoby świeckie mają uczestniczyć w Świętych Obrzędach, to winne być one włączone do hierarchii osób służby liturgicznej, tak jak to drzewiej bywało. Msza Święta, będąca w końcu uobecnieniem bezkrwawym Ofiary Krzyżowej, nie może być polem dla improwizacji jakichkolwiek: winna obowiązywać zasada absolutnego posłuszeństwa rubrykom i nigerykom mszału. W końcu nasza wiara ma swe źródła w obrządkach Świątyni Salomona, a tam była jasno określone, kto wchodzić mógł do Sanktuarium i jakie czynności mogą być dokonywane: uważam, że powinno to być kluczem do rozumienia tego, kto i jak może służyć przy Ołtarzy Pańskim. Dlatego tez nie powinien się Pan oburzać na księdza, który nie wziął Pana z doskoku: nie wiedział bowiem, czy spełnia Pan wymogi przywołanej rubryki (np. czy został Pan przygotowany do sprawowania funkcji zastępowania lektora). Sądzę, jak przedmówca sugeruje, że gdyby Pan zgłosił się wcześniej, to by nie było problemów ( a przy okazji zostałby Pan odziany w odpowiednie ubranie liturgiczne – nie ma nic bardziej sprzecznego z tradycja niż to, by służba liturgiczna służyła w zwykłych ubraniach).

    Serdecznie pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. ~dwa_l

      małe uzupełnienie – nasza liturgia nie wywodzi się z liturgii świątyni Salomona – ma dwa inne ważne liturgiczne źródła, które też powinien Pan uwzględnić – liturgię synagogalną, (która jest źródłem dla liturgii słowa), ale przede wszystkim liturgię wieczerzy paschalnej (tutaj jest źródło modlitwy eucharysycznej) gdzie jest oczywiście osoba przewodnicząca przy stole, ale włączeni są w nią wszyscy uczestnicy – przewodniczący jest osobą z rodziny wybraną do tej funkcji

      Odpowiedz
      1. ~EL_Duce

        Szanowny Panie,

        Oczywiście mam Pan rację w tym zakresie, że pewne elementy kultowe zostały przejęte z mozaizmu.

        Tym nie mniej warto wskazać, ze Ofiara Mszy Św. zastąpiła ofiarę Starego Przymierza. Stąd też w tym zakresie uprawnione jest odwoływanie się do modelu ofiar składanych w Świątyni Salomona. Sobór Trydencki naucza, że Ofiara Mszy Św. „jest w końcu owa ofiara, którą za czasów prawa natury i Prawa starotestamentowego [Rdz 4, 4; 8, 20 ; 12, 8; 22; Wj passim] wyobrażały podobieństwa ofiar, ponieważ obejmuje ona wszystkie oznaczane przez nie dobra jako ich dopełnienie i udoskonalenie.”

        Serdecznie pozdrawiam

        Odpowiedz
        1. ~Allerien

          Ludzie Kochani,

          a wy z Księżyca czy skąd? Proponuję zamiast tyle główkować, czasem trochę więcej się modlić. Może nawet Duch Święty Wam coś powie. Tak jak ewidentnie wezwał Autora do zaoferowania pomocy. Ale ksiądz pomocy nie przyjął. Jego prawo. Jego kościół.

          Ale czy na pewno…?

          Odpowiedz
  3. ~Małgorzata

    Ja miałam z kolei odwrotną sytuację – byłam na mszy w jednym z podkrakowskich klasztorów i przed nabożeństwem jeden z ojców wyszedł i zapytał, czy ktoś nie chce przeczytac czytań. Byłam z przyjaciółką, więc wypadło nam po jednym czytaniu. Nikt nas nie ubierał w szaty a obie bylyśmy bardzo szczęsliwe, że w taki niespodziewany sposób możemy slużyć na nabożeństwie.

    Odpowiedz
  4. ~mk

    Na pewno dążenie do tego by zwykli ludzie czuli się w Kościele (także tym z małej litery) jak w domu, wymaga włączenie się w liturgię. W końcu ostatnia wieczerza, którą pamiątką jest Eucharystia była raczej bliższa spotkaniu rodzinnemu, gdzie każdy ma głos i każdy może pomóc gospodarzowi jak chce. Dlatego nie rozumiem „tradycjonalistów” chcących by wywyższać kapłanów, którzy pełnia rolę zawodowego przewodniczącego Eucharystii, bo tak jest łatwiej (a w przeszłości można było łatwiej dzięki temu rządzić ciemnym ludem)

    Odpowiedz
  5. ~Wredny Tradycjonalista

    MK: to co piszesz, to bzdury. „ostatnia wieczerza, którą pamiątką jest Eucharystia była raczej bliższa spotkaniu rodzinnemu, gdzie każdy ma głos i każdy może pomóc gospodarzowi jak chce. ” Nie jest to prawdą. Ostatnia Wieczerza, będąca Paschą, miała sztywnie określony przebieg, który ZAWSZE wyglądał tak samo. Proszę sobie poszukać. Poza tym Msza Św. to nie jest wspomnienie Ostatniej Wieczerzy, lecz uobecnieniem Ofiary Chrystusa na Kalwarii. Msza to zgromadzenie się wiernych wokół krzyża Pana Jezusa, który umarł za nas. Tradycjonaliści nie wywyższają kapłanów, tylko rozumieją ich rolę. To oni, in persona Christi, składają tą Ofiarę dla zbawienia wiernych, i wierni z jak największą radością powinni ją przyjąć. Kapłan staje się więc tutaj sługą, lecz o roli niezwykle podniosłej. Słowo „przewodniczący” jest tu najmniej adekwatne i swoje pochodzenie ma raczej w protestantyzmie niż katolicyzmie. Msza może być sprawowana bez ludu, bez księdza nie. Więc o jakim przewodnictwie my mówimy? Kapłan jest ofiarodawcą, składa Bogu Ofiarę Przebłagalną – samego Chrystusa. O antyklerykalnym ataku w postaci przypisywania księżom rządzenia ciemnym ludem nie wspomnę. To smutne że modernizm chce postawić wszystko na głowie, a co gorsza nie widzi, że jest to idiotyzm i zupełne rozminięcie się z celem i istotą rzeczy. Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.