Biedak kopie w drzwi bogacza

Wybieramy sobie biednych, którym niesiemy pomoc. Stawiamy biedakom wymagania, ale nie takie, które stwarzają im szansę na lepsze życie, stawiamy im wymagania, bo sami chcemy się poczuć lepsi od nich.

Faithfuls prays on their knees at St Peter's square ahead of a conclave on March 12, 2013 at the Vatican. Cardinals moved into the Vatican today as the suspense mounted ahead of a secret papal election with no clear frontrunner to steer the Catholic world through troubled waters after Benedict XVI's historic resignation. The 115 cardinal electors who pick the next leader of 1.2 billion Catholics in a conclave in the Sistine Chapel will live inside the Vatican walls completely cut off from the outside world until they have made their choice. AFP PHOTO / JOHANNES EISELE

AFP PHOTO / JOHANNES EISELE

„Dobra bieda” ma się uniżać, błagać, płakać. „Dobra bieda” ma się wstydzić. „Dobra bieda” to pojęcie wykreowane przez bogatych i zadowolonych. Łatwo nasiąkamy tym myśleniem. Także w Kościele. Myli nam się dobroczynność z solidarnością. Ks. Marek Gancarczyk, redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego” pisał kiedyś o przyjmowaniu uchodźców z Syrii tak: „Biedni nie powinni wymuszać pomocy siłą, a tak się dzieje, gdy na przykład nielegalne forsują taką czy inną granicę. Mamy tu do czynienia z pytaniem, czy biedny ma prawo kopać w drzwi bogatego, gdy ten nie chce ich otworzyć?”.

To poczucie wyższości nad biedakiem jest zgubne. Zastanawiam się czy „kopanie w drzwi bogatego” powinno rzeczywiście budzić w nas – chrześcijanach – oburzenie i niesmak. Może lepiej to „kopanie biedaków w drzwi bogatych” uznać za potrząsanie naszym sumieniem? Może dźwięk tych uderzeń biedaka w nasze drzwi powinien nas poruszać do działania, wybijać z poczucia wygody, i prowokować do podjęcia decyzji o wyjściu z komfortu.

Bogaci ludzie myślą, że im się powiodło. Że zdobyli swoje skarby ciężką pracą.

Skoro mi się powiodło – myśli taki bogaty – mogę wymagać. Od kogo jednak wymaga? Nie, nie od siebie. Wymaga od biednych.

Mówią sobie pewnie: „My jesteśmy bogaci, możemy wam coś skapnąć z naszego bogactwa, ale tylko wtedy, gdy będziecie pokorni, uniżycie się, przeprosicie, że istniejecie – wtedy my, dobroczynni, zapracowani, pewni siebie – damy wam jeść i otworzymy wam nasze domy – gdybyście przypadkiem uciekali przed prześladowaniem”.

„Zła bieda” jest „biedą Muzułmanina”. „Zła bieda” jest roszczeniowa. Niezadowolona. Ta bieda ma pretensje. „Zły biedny” ma w kieszeni telefon komórkowy. („Mają telefony komórkowe a kobiety mają pomalowane paznokcie – to co to za bieda!”). Myślę – za Janką Ochojską – że ta bieda przede wszystkim potrzebuje godności. Zrozumienia i wyrozumiałości.

Szymon Hołownia pisał w „Tygodniku Powszechnym”: „Nic z tego, co dostaliśmy i zrobiliśmy, nie jest nasza zasługą. Czy naszą zasługą jest to, że urodziliśmy się w miejscu, gdzie mogliśmy wszystko osiągnąć?”

S. Małgorzata Chmielewska​ mówi: „Pan zaciągnął dług. Z punku widzenia chrześcijańskiego ma pan jakieś zadanie do wykonania. Dług, który trzeba spłacić. Bo to nie pan o tym decydował. Pan to dostał. Więc jeśli ktoś dostał więcej, to znaczy, że od niego trzeba wymagać więcej.”

A Łukasz Ewangelista dodaje: „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele powierzono, tym więcej od niego żądać będą.” (Łk 12,48)

Dlatego trzeba pomagać. Właśnie dlatego. Nawet tym, którzy są brudni, leniwi i śmierdzą.

5 myśli nt. „Biedak kopie w drzwi bogacza

  1. wiast

    Pomoc nie polega na uczeniu biednego, że w życiu dostanie wszystko za darmo (to jest raczej demoralizacja niż pomoc). Pomoc polega na przystosowaniu biednego do samodzielnego radzenia sobie.

    Odpowiedz
    1. blazejstrzelczyk Autor wpisu

      Boga proszę, żeby chronił mnie przed myśleniem, że mam kogoś, do czegoś „przystosowywać”. Gdy mowa o systemie zatrudnienia i pracy, to chodzi przede wszystkim o mechanizmy sterowane przez bogatych przedsiębiorców, bankierów i pracodawców. Ten system ma swoje reguły, hierarchę i zasady.
      Z tego systemu łatwo wypaść. Łatwo zostać bezrobotnym, zadłużonym, bezdomnym itd.
      Jest jeszcze system pomocy, który skonstruowany jest DLA tych, którzy wypadli z tamtego systemu.
      System pomocy też ma swoje twarde zasady: nie pij, nie ćpaj, chciej się zmienić, podpisz z nami umowę itd.
      Nie chodzi o to, żeby podważać istnienie obu tych systemów. Nie chodzi też o to, żeby krytykować zasady systemu pomocy.
      Problem w tym, że tak jak łatwo wypaść z systemu pracy, tak też łatwo jest wypaść (albo w ogóle nie zmieścić się) z systemu pomocy.
      Chodzi o to, że są też ludzie, którzy są poza systemem pomocy. I nie można – kierując się ustalonymi zasadami – pozwolić im zamarznąć na ulicy.
      Dlatego trzeba wyciągać rękę bez względu na zasady i panujące systemy.
      Najpierw trzeba pomóc – dać ciepłe ubranie, jedzenie, śpiwór – bez względu na to, kto tego wszystkiego potrzebuje i jaką ma historię życia.
      Służby pomocowe są i niosą pomoc. Ale trzeba pamiętać jeszcze o tych, którzy tym służbom z różnych przyczyn się wymykają.

      Odpowiedz
      1. Anonim

        Ładnie powiedziane. Mój mąż pracuje w jednym z punktów tzw. darmowej pomocy prawnej. Mówi, że ci, którym nalezalaby się pomoc, dla tych nie ma nic oprócz porady, która nie zmienia ich sytuacji. A środki są marnotrawione na 90% roszczeniowcow.

        Odpowiedz
      2. wiast

        Niby tak, ale Jezus czyniąc cuda, nie przedłużał wegetacji żebraków czy trędowatych, tylko uzdrawiał ich = przystosowywał do normalnego życia w ówczesnym społeczeństwie. Nie „wyczarowywał” cudami złota, czy śpiworów, by tylko przedłużyć ich trwanie, a zamiast tego wytrącał ich z sytuacji, do której byli przyzwyczajeni.

        Każdy terapeuta uzależnień powie, że uzależnionemu trzeba dać odczuć konsekwencje jego własnego postępowania i nie wolno mu zapewniać komfortu, np. dając schronienie czy żywność i umożliwiając mu tym samym dalsze trwanie w nałogu. Bieda to też może być forma nałogu, zwłaszcza dla tych, którzy z systemu pomocy na własne życzenie wypadli.

        Odpowiedz
      3. Szymon

        Ok, ale czy nie zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że uczenie kogokolwiek (nie tylko biednego), że można dostać wszystko za darmo to demoralizacja? Nieumiejętnym pomaganiem można komuś pogorszyć tylko jego sytuację.

        Druga kwestia. Krytykuje Pan poczucie wyższości bogatych nad biednymi i to, że to bogaci definiują jak i komu pomagać. Ale czy nie wpada Pan w ten sam schemat myślenia? Rozumiem, że stawia się Pan po stronie tych bogatych, którzy mają pomóc. Ale kto definiuje gdzie przebiega granica między biedą a bogactwem? I skąd to założenie, że biednemu trzeba pomóc? Może właśnie to założenie jest przyczyną dalszych problemów (komu? w jaki sposób? pomóc) o których pisze Pan w swoim poście. Pomoc nie może być przemocą – ani bogatego na biednym ani biednego na bogatym. Poza tym uczynki miłosierdzia względem ciała nic nie mówią o statusie materialnym osoby tym miłosierdziem obdarowanej. Głodnego nakarmić, a spragnionego napoić, niezależnie od tego czy ktoś jest bogaty, czy biedny (znów wraca pytanie a kto ten podział ustala i co go definiuje?)

        Pozdrawiam

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.